Wybory parlamentarne 2005

Odchodzące już do historii wybory parlamentarne a.d. 2005 obnażyły bierność polityczną polskiego społeczeństwa. Sześciu na dziesięciu Polaków uprawnionych do głosowania pozostało w domach. W trakcie trwania wieczoru wyborczego komentatorzy wśród przyczyn niskiej frekwencji upatrywali bezrobocie, styl sprawowania rządów, zniechęcenie społeczne, brak pełnej reprezentatywności społecznej oferty programowej partii politycznych. Jednak żaden z nich nie wpadł na pomysł, że niska frekwencja jest rezultatem nie tyle wadliwości obecnego systemu politycznego, niedojrzałości obywatelskiej, co porażającego braku demokracji niejako obok czy wbrew istniejącym formalnoprawnym zapisom.

Najbardziej fundamentalną istotą demokracji jest przekładanie się woli społeczeństwa na działania osób sprawujących władzę oraz inne funkcje publiczne, a tym samym na kształt ustrojowy państwa.
Społeczeństwa współczesnych państw liczą sobie często wiele milionów obywateli, stąd możliwości sprawowania władzy bezpośrednio są silnie ograniczone. Fakt ten wymusza funkcjonowanie w oparciu o demokrację przedstawicielską. Aby jednak system ten mógł funkcjonować muszą być spełnione trzy podstawowe i niezbędne warunki.

Po pierwsze, obywatele muszą mieć możliwość dokonania wyboru do władz swoich przedstawicieli a także muszą mieć możliwość wpływania na bieżące postępowanie tych władz, których członkowie nie są wybierani w wyborach powszechnych (aparat wymiaru sprawiedliwości, porządkowy i urzędniczy). Służy temu podział na pięć ośrodków władzy. Są nimi: władza ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza, media oraz organizacje obywatelskie. Każdy z tych ośrodków na swój sposób kontroluje działania pozostałych czterech.
Jednakże sam mechanizm wyłaniania przedstawicieli nie stanowi jeszcze systemu demokratycznego. Stąd też drugim warunkiem jest sposób sprawowania władzy, zarówno przez tych wyłonionych w wyborach, jak i pozostałych grup. Warunek ten obejmuje wiele zagadnień, w tym prozaiczny postulat, aby powzięte obietnice przedwyborcze były realizowane, a przedstawiciele wierni umowie społecznej, jaką zawarli z swoimi wyborcami.
Trzeci niezbędny warunek, który jest jednocześnie celem demokracji, to zbieżność rozwiązań prawnych, społecznych, ustrojowych z oczekiwaniami społecznymi. Spełnienie formalne pierwszego lub drugiego z wyżej wymienionych punktów nie przesądza o tym, że dany system jest demokratyczny, bowiem wszystkie trzy stanowią nierozerwalną całość. Niestety żaden z tych punktów w przypadku Polski nie jest spełniony nawet w stopniu elementarnym. Przyjrzyjmy się temu problemowi bliżej.

Wybór władz.

Mechanizm ten, może przybrać różne formy, ale jego celem jest wyłonienie reprezentacji, której struktura poglądów pokrywa się z rozpowszechnieniem poglądów i oczekiwań w społeczeństwie na dany moment w czasie. Skuteczność mechanizmu wyborczego uzależniona jest nie tylko od przestrzegania formalnych reguł procesu prawidłowego i uczciwego zbierania głosów. Składają się nań także działalność mediów oraz działalność organizacji społeczno-politycznych.
Organizacje obywatelskie, w tym partie polityczne, zrzeszają osoby o podobnych poglądach na ważne kwestie społeczne, ekonomiczne, światopoglądowe. Jeśli celem ich działalności jest zmiana warunków prawnych, nadanie nowego kształtu gminie lub państwu, organizacje te muszą pozyskać zwolenników dla swoich idei, tak by przy pomocy mechanizmu wyborczego wprowadzić do ciał prawodawczych i administracyjnych swoich działaczy. Funkcjonowanie tych organizacji wymaga zarówno pracy licznej rzeszy członków jak i środków finansowych. Pieniądze pozyskuje się bądź z składek członkowskich bądź z datków. Od ilości członków i darczyńców zależą losy takiej inicjatywy obywatelskiej. Z kolei ilość członków i darczyńców wiąże się z możliwością prezentacji swej działalności na szerszym forum społecznym Zatem podstawową siłą napędową ich działalności jest obecność w środkach masowego przekazu.

Rola mediów.

Media opiniotwórcze zarówno lokalne jak i krajowe, które skupiają największą liczbę odbiorców odgrywają niebagatelną rolę w tym procesie. Ciąży na nich obywatelski obowiązek udostępniania swoich łam dla możliwie szerokiej gamy poglądów społecznych, a więc także dla organizacji społeczno-politycznych. Jeśli tego nie czynią w sposób należyty, jak to ma miejsce w Polsce, mechanizm demokratycznego wyboru załamuje się i funkcjonuje tylko w aspekcie formalnoprawnym, a nie społecznym i obywatelskim. W szczególności, organizacje społeczno-polityczne nie mogą przebić się do opinii publicznej, gdyż nie dysponują wystarczającą ilością funduszy. Lecz nie mają one pieniędzy dlatego, że nie mogą przebić się do mediów. Obowiązkowi obywatelskiemu mediów przeciwstawia się liberalną wizję - prywatne media mogą dopuszczać tylko te poglądy, które są zgodne z ich linią programową, a osoby i organizacje, których głos nie jest reprezentowany mogą stworzyć same własne medium, co formalnie gwarantują im regulacje prawne swobody prowadzenia działalności gospodarczej i wypowiedzi. Absurdalność liberalnego rozwiązania można wykazać przy pomocy analogii - "jeśli chcesz mieć tańsze połączenia telefoniczne i internetowe, załóż sobie sam firmę telekomunikacyjną". Zadość uczynić temu problemowi ma formalny okres kampanii wyborczej i przyznany czas antenowy w publicznym radiu i telewizji.. Jednakże doświadczenie poucza, że ten krótki czas jest niewystarczający dla wschodzących organizacji społecznych. Konieczna jest obecność w debacie publicznej w dzień powszedni. Karta etyki mediów zobowiązuje jej sygnatariuszy do wielostronnego przedstawiania procesów i zjawisk społecznych. Niestety, ani media publiczne, ani prywatne nie wywiązują się z tej powinności. Budowa społeczeństwa obywatelskiego wymaga, aby w mediach obecna była możliwie szeroka gama poglądów zarówno na poziomie społecznym, partyjnym, jak i eksperckim. W szczególności dotyczy to orientacji pro-społecznej, pro-socjalnej. Tymczasem przedstawiciele społeczni oraz eksperci tego nurtu poglądów pojawiają się w mediach niezwykle rzadko. Co więcej, społeczni reprezentanci poza partyjni tego nurtu są systematycznie i programowo niedopuszczani a nawet eliminowani z życia medialnego. Czy ktoś widział lub słyszał cykliczną audycję niepartyjną o potrzebach bezrobotnych, audycje, w których występowaliby obrońcy płacy minimalnej, eksperci o nieliberalnych zapatrywaniach ekonomicznych? Nieco częściej pojawiają się przedstawiciele partii politycznych z tego nurtu, lecz są oni wyśmiewani, okraszani wulgarnymi epitetami populistów i demagogów. Zamiast tego dzień w dzień widujemy redaktora Mosza wpadającego w słodkie spazmy na dźwięk słów "wolny rynek", słyszymy że bezrobotni to lenie i krętacze pracujący na czarno. Wszelkiemu nieszczęściu ma zaś zaradzić pozbawienie pracowników wszelkich ich praw związanych z zatrudnieniem i warunkami socjalnymi.

Tak jak nie mogą się przebić organizacje zrzeszające kilkadziesiąt tysięcy bezrobotnych, reprezentanci zwolenników świeckiego państwa ateistycznego czy przedstawiciele niemal miliona wiernych niekatolików (rada ekumeniczna), tak z niezwykłą łatwością torują sobie drogę w mediach wszelkie kanapowe grupy liberalne, jak niedawno wypromowane z nikąd stowarzyszenie "Ius Et Lex " czy wcześniejsze twory polityków Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Gazety Wyborczej krzewiące neoliberalizm - Centrum im. A. Smitha, Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową.
Nie lepiej wyglądają media lokalne. Za jednorazowe informacje o działalności organizacji społecznych nieliberalnych dziennikarze żądają sowitego honorarium.

Przedstawiona panorama polskich mediów nie napawa optymizmem. Społeczeństwo obywatelskie nie może się ukształtować, ponieważ nie istnieją w kraju media zainteresowane promowaniem pluralizmu partyjnego, światopoglądowego, filozoficznego, a organizacje pro-społeczne nie mogą przedostać się do szerszej opinii publicznej, co pozbawia wyborców wyboru jednej z najbardziej istotnej oferty programowej.

Drugim nie mniej ważnym elementem jest prawdziwość składanych przedwyborczych deklaracji programowych przez same partie. W polskiej praktyce politycznej wykształcił się zwyczaj prezentowania programów, składania deklaracji obliczonych tylko w celu pozyskania głosów wyborczych, choć niezgodnych z przyszłymi faktycznymi planami partyjnych liderów. Tymczasem wyborca może powierzyć swój głos, stwierdzając zgodność swoich zapatrywań z określoną partią tylko i wyłącznie poprzez danie wiary programowi deklarowanemu przez partię w trakcie kampanii wyborczej. Jeśli jednak wyborca wprowadzany jest w błąd przez deklaracje liderów niezgodne z przyszłymi ich planami, mechanizm demokratycznego wyboru ulega całkowitemu rozpadowi. Deklaracja programowa bowiem stanowi jawną publiczną ofertę tego, co dana partia zamierza dokonać. Wyborca natomiast nie może powziąć decyzji na podstawie innej jak jawna oferta programowa. Inne, poza programowe czynniki, którymi kierują się wyborcy, są zazwyczaj niezgodne z duchem ustroju demokratycznego. W polskim prawie istnieje ochrona konsumenta przed nieuczciwym sprzedawcą, który zataja lub podaje nieprawdziwą informację nt oferowanego towaru lub usługi. Niestety rozwiązania chroniące umowy społeczne zawiązane przez partie z wyborcami w trakcie wyborów nie znajdują swego miejsca w ustawodawstwie.

Można zatem stwierdzić, że w Polsce nie funkcjonuje mechanizm społecznego wyboru władz, gdy znacząca część obywateli (można zaryzykować - że ponad połowa) nie znajduje w ofercie publicznej przedstawicieli, których poglądy są zbieżne z ich własnymi, a występujący na scenie politycy są oszustami, których słowom nie można ufać a deklaracji w żaden sposób wyegzekwować. Innymi słowy wachlarz dostępnych publicznie do wyboru programów partyjnych nie pokrywa się (nie jest reprezentatywny) z zapotrzebowaniem społecznym. Pokazują to jasno badania socjologiczne.
Konsekwencją tych faktów jest także brak przekładania się woli społecznej na działalność władz i kształt państwa, gdyż wybierani radni i posłowie reprezentują drobną mniejszość poglądów głównie przeciwstawną poglądom milczącej większości. Ten stan w istocie rzeczy stanowi zaprzeczenie istoty demokracji jako takiej.

Sposób sprawowania władzy.

Pod tym pojęciem kryją się nie tylko formalne rozwiązania prawno-organizacyjne, lecz nade wszystko dotrzymywanie postanowień wyborczych, wierność własnym wyborcom w trakcie kadencji, pozytywna działalność partii opozycyjnych oraz działalność wymiaru sprawiedliwości zgodna z poczuciem sprawiedliwości społecznej.
W poprzednim punkcie omówiłem wagę prawdziwości deklaracji programowych. Bezsprzecznie wiąże się z tym dotrzymywanie obietnic przedwyborczych. Procedury demokratyczne tracą swój sens, gdy wyborca zwycięskiej partii nie może liczyć na realizację swoich zamierzeń w przypadku gdy liderzy rozmyślili się co do ogłaszanych wcześniej planów. Podobna, choć bardziej drastyczna sytuacja występuje, gdy partia zmienia całkowicie poglądy i realizuje program skrajnie odmienny niemal przeciwny temu, który głosiła przed wyborami. Ten bandytyzm polityczny zaprezentowały w ostatniej kadencji Sojusz Lewicy Demokratycznej i Unia Pracy. Nieuczciwa, godząca w podstawy demokracji, jest także sytuacja, gdy poseł lub radny zmienia barwy partyjne, tym samym zostawiając wyborców na lodzie. Uczciwość wymagałaby, aby osoba ta złożyła swój mandat a jeśli by nie chciała tego uczynić dobrowolnie, pozbawiona zostałaby go z urzędu.

Drugi ważki problem to sposób zachowania się członków i sympatyków partii opozycyjnych. W polskim życiu politycznym utarł się niedobry zwyczaj działań torpedujących realizację programów partii rządzących. Konsekwencje takich działań są dalekosiężne i zatrważające. Partia rządząca lub koalicja by móc przeprowadzić jakiekolwiek działania nieustannie musi prowadzić boje w głosowaniach. Co więcej, podobne problemy występują w pracy komisji sejmowych a także w administracji państwowej wszystkich szczebli. Opór urzędników opozycyjnych ideowo sprawia, że program partii zwycięskiej, a więc i wyborców większościowych nie może zostać w pełni zrealizowany. W konsekwencji nawet poprawnie zbudowany pod względem merytorycznym program przynosi negatywne skutki z tego powodu, że nie udaje się wdrożyć nawet minimalnego zestawu potrzebnych rozwiązań. W dłuższym okresie czasu państwo osiąga system hybrydowy, który miast posiadać zalety jest li tylko obciążony wadami i niedoróbkami sprzecznych koncepcji ideowych. Niszczy to także postawy obywatelskie, rodzi frustrację w wszystkich formacjach społeczno-politycznych, ponieważ żadna z opcji w danym jej okresie czasu nie może zrealizować swoich zamierzeń programowych. W ten sposób podeptana zostaje fundamentalna zasada państwa demokratycznego, w myśl której wola większości znajduje swój wyraz z prawodawstwie i kształcie ustrojowym. Te destrukcyjne działania partii opozycyjnych mają także inne skutki. Partie rządzące, by móc cokolwiek zrealizować muszą zapewnić wystarczającą ilość kadr partyjnych w wszystkich kluczowych szczeblach władzy ustawodawczej i wykonawczej, co nazywa się czystką kadrową wg klucza politycznego.

Tymczasem w państwie demokratycznym szanuje się werdykt wyborców pozwalając realizować zamierzenia programowe wygranych. Istotą bowiem procesu wyboru demokratycznego jest pozyskiwanie zwolenników dla własnych rozwiązań, a nie torpedowanie i niszczenie zamierzeń i organizacji przeciwników politycznych.

Trzecie zagadnienie to działalność wymiaru sprawiedliwości. Ten rodzaj władzy choć pozostaje niezależny od nacisków politycznych i społecznych w pojedynczych sprawach powinien pozostawać w zgodzie z wyrażoną w wyborach, w prawie i w mediach wolą społeczną, bowiem system ten nie tylko stoi na straży prawa stanowionego, ale także ma być gwarantem sprawiedliwości i stabilności państwa i społeczeństwa. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której uznaje się za niewinnych przedsiębiorców nie wypłacających pensji i nie opłacających składek za pracowników, a wtrąca się do więzienia za kradzież chleba dla dziecka. Stan, w którym kolejne wyroki godzą w podstawowe poczucie sprawiedliwości powoduje, że sąd przestaje być postrzegany jako instytucja, w której można dochodzić praw. W jego miejsce pojawiają się czyny bezprawne, jak samosądy, pobicia, rozboje, mordy, działania zbrojne a nawet akty terrorystyczne.

Oczekiwania społeczne odzwierciedlone w ustroju.

Najważniejszym warunkiem koniecznym funkcjonowania demokracji jest przełożenie woli wyborców na życie społeczno-polityczne gminy, powiatu czy kraju. Niestety na tym polu dysonans między oczekiwaniami a rezultatami jest największy. Przemiany po 1989 roku nie przyniosły długo oczekiwanej zmiany w kierunku nakreślonym wstępnie przez porozumienia sierpniowe, a następnie powtórnie określone i doprecyzowane w obradach Okrągłego Stołu. Co więcej, zmiany poszły w kierunku dokładnie przeciwnym do ustalonych. Pierwsze kluczowe podwaliny pod neoliberalną gospodarkę III RP zostały położone niejako w formie zakamuflowanej przed społeczeństwem. Nikt z przeciętnych wyborców w pierwszych a nawet w drugich wyborach parlamentarnych i samorządowych III RP nie miał świadomości, że budowany jest kapitalizm neoliberalny. W sposób jawny zaczęto o tym przebąkiwać dopiero w wyborach w roku 2005, gdy głosów sprzeciwu wobec bandytyzmu liberalnego nie dało się już dłużej tłamsić. Jeden, jedyny postulat, który został zrealizowany z nawiązką choć również wybiórczo względem poszczególnych wyznań dotyczy pozycji kościołów. Szczególną uprzywilejowaną prawnie i ekonomicznie rolę otrzymał Kościół Rzymskokatolicki. Reszta postulatów bądź jawnie została podeptana, bądź też z ich owoców czerpie korzyści oligarchia biznesowo-polityczna. Co interesujące owa elita polityczna wydaje się być głucha na postulaty zgłaszane już nie tylko przez ludzi pracy najemnej, ale także drobnych przedsiębiorców. Od ponad dziesięciu lat drobne firmy zgłaszają za pośrednictwem GUS zasadnicze problemy w prowadzeniu działalności gospodarczej. Są nimi: nadmierna konkurencja, wyłudzenia towarów i usług, zatory płatnicze, braku dostępu do kapitału i wysokie pozapłacowe koszty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej (składki ZUS, czynsze itd.). Zamiast wyjścia naprzeciw tym problemom słyszymy wciąż festiwal trzeciorzędnych pomysłów nakierowanych głównie na poprawę i tak już wysokiej stopy życiowej finansjery.

Nie lepiej wygląda życie samorządowe. Mamy przykłady, gdy samorządy wolą wydawać dziesiątki milionów złotych na wykostkowanie rynku zamiast wymienić w dzielnicy wodociąg z rur azbestowo-cementowych. Wolą wydawać na obchody x-lecia miasta zamiast skupić się na rozwiązaniu problemu bezrobocia czy choćby remontach walących się kamienic komunalnych.

Nakreślone warunki i stan pozwalają stwierdzić, że Polska nie spełnia i najpewniej długo jeszcze nie będzie spełniać kryteriów nawet namiastki państwa demokratycznego.


Nic więc dziwnego, że w niemal wszystkich badaniach socjologicznych i psychologicznych widoczny jest wyraźny defetyzm, wycofywanie się obywateli z życia publicznego. Nie można się też dziwić gasnącej aktywności wyborczej. Promowany przez 16 lat model społeczeństwa friedmanowskiego, tj. zbieraniny egoistycznych cwaniackich jednostek, swoistych Robinsonów Kruzoe pozbawionych poczucia solidarności z innymi ludźmi, wyzutych z wszelkich pro-społecznych postaw i pojęcia dobra wspólnego musi w końcu owocować tym, co socjolodzy nazywają rozwodem obywateli z państwem.
Znamienna jest postawa ofiary pogodzonej z okrutnym losem, którego w żaden sposób nie można zmienić, na który nie ma się żadnego wpływu przez swoje nawet wytężone działania.. Ten stan psychiczny określa się mianem wyuczonej bezradności. Jest to sytuacja w której osobnik rezygnuje nawet z ważnych życiowo aktywności pod wpływem nabytych dramatycznych negatywnych doświadczeń. W języku potocznym można ten stan określić jako złamanie ducha. Elity polityczne tego kraju zniszczyły polskiego ducha zaradności, aktywności, postawy obywatelskiej troski i patriotyzmu. Neoliberalizm społeczny i gospodarczy niszczy zręby społeczeństwa obywatelskiego. Proces ten daje się zauważyć także w krajach o wielowiekowej ugruntowanej tradycji demokratycznej. Z każdym rokiem wraz z tym jak uczelnie wypuszczają kolejne pokolenia ludzi z wypranymi na modłę neoliberalną mózgami maleją szanse na odwrócenie tego niekorzystnego trendu.


Data pierwszej publikacji na stronie domowej: 29.9.2005
Data publikacji na lewica.pl: 28.9.2005