Kształcenie ustawiczne jako wzorzec edukacji w gospodarce wolnorynkowej

Spis treści

Wstęp

Gdy dochodzi do rozmowy o sytuacji na rynku pracy, prawie zawsze z ust wysokich rangą urzędników czy władz słyszymy takie oto słowa: "potrzeba mam ludzi z wyższym wykształceniem", albo "ludzie po studiach nie mają problemów ze znalezieniem pracy", "ludzie wykształceni mają godne zarobki", zaś do młodzieży mówi się - "nie masz pracy - idź na studia". Ilekroć wychodzą na jaw braki w ofercie pracy to władza posługuje się argumentem, że mają pracę ludzie wykształceni. Sugeruje się, że bezrobotni są sami sobie winni, bo nie chciało im się uczyć, bo mają problemy psychiczne itd. Można odnieść wrażenie, że wyższe wykształcenie jest swoistym zaklęciem, magiczną formułą, która ma rozwiązać wszelkie problemy.
W tym artykule postaram się naświetlić bliżej zagadnienie wyższego wykształcenia i związane z nim problemy.

Zasady i założenia kształcenia na poziomie wyższym

Podstawowym założeniem jest wyposażenie absolwenta w szereg umiejętności funkcjonowania na poziomie twórczym, tzn. w umiejętności i metodologię rozwiązywania problemów, z którymi się wcześniej nie spotkało, albo których nikt wcześniej nie rozwiązał. Funkcjonowanie na poziomie twórczym pozwala w pełni samodzielnie wykonywać zawód, bez wsparcia przełożonych, a także sprawować funkcje kierownicze. Oprócz przedmiotów ściśle kierunkowych i zawodowych w pierwszych dwóch, trzech latach nauki wprowadzone są przedmioty do kształcenia ogólnego (np. na elektronice wykładane są elementy psychologii). Celem tego zabiegu jest podniesienie ogólnego poziomu intelektualnego. Podstawową formą kształcenia na uczelni są wykłady i zajęcia praktyczne (laboratorium). W późniejszych latach angażuje się studentów do projektów badawczo-naukowych, a przynajmniej tak być powinno. Stopień trudności wzrasta wraz z każdym semestrem. Wykłady i zajęcia trwają co najmniej godzinę. Ilość materiału do wyuczenia jest kilka razy większa niż w szkole średniej.

Aspekt biologiczny - Uzdolnienia, bystrość, pojemność umysłu, IQ.

Sposób przekazywania wiedzy jak i ilość materiału do przyswojenia nakłada na studenta pewne wymagania. Jego umysł musi być dostatecznie bystry, aby student mógł w zadanym tempie pojąć, zrozumieć prezentowane zagadnienia. Musi być dostatecznie chłonny i pojemny, aby w stosunkowo krótkim czasie wyuczyć się dużej partii materiału. Student musi posiadać właściwą motywację i odpowiednie pobudki, zainteresowania i uzdolnienia, predyspozycje w obranym przez siebie kierunku, bowiem potrzebna jest także intuicja, wczucie się w temat. Zgodnie z prawami uczenia brak zainteresowania i właściwej motywacji zaowocuje tym, że student będzie narzekał na przedmioty i zagadnienia, jego zdaniem, nie potrzebne, nie będzie w stanie przyswoić sobie należnej wiedzy, a już nabytą, w krótkim czasie zapomni. Z kolei brak uzdolnień spowoduje szybkie zniechęcenie. Poziom słownictwa na wykładach i w podręcznikach jest też dość wysoki i dla przeciętnego człowieka trudny. Ale same umiejętności intelektualne nie wystarczą. Potrzebna jest także inteligencja emocjonalna. Cóż z tego, że student wyuczy się materiału, gdy z powodu silnego zdenerwowania nie będzie w stanie jej przedstawić na egzaminie. Rozwój człowieka powinien dokonywać się harmonijnie we wszystkich sferach w tym i emocjonalnej. Harmonijnie wcale nie znaczy jednakowo. Chodzi o to, aby nie traktować rozwoju w sposób zadaniowy np. teraz studiuję, a potem zadbam o przyjaźnie, miłości. Zaniedbania w sferze uczuć niejako automatycznie obniżają zdolności intelektualne nie mówiąc o tym, że łatwo doprowadzają do rozwoju nerwicy.
Zbierzmy jeszcze raz cechy jakimi powinien legitymować się student: bystry, pojemny i chłonny umysł, właściwa motywacja, pobudki i zainteresowanie przedmiotem, wysoki poziom rozwoju sfery symbolizacyjnej, stabilność i dojrzałość emocjonalna. Wbrew pozorom takie cechy nie są często spotykane. W psychologicznych badaniach ustalono, że aby skutecznie przyswoić sobie program uczelni wyższej (poza takimi uczelniami jak ASP), a tym samym uzyskać dyplom, trzeba posiadać iloraz inteligencji wyższy niż 115. Nie jest rzeczą przypadku, że absolwenci uniwersytetów posiadają wysoki iloraz inteligencji. Potencjalny odsetek osób, które mogłyby ukończyć uczelnię wynosi ok. 30%. Niestety wysoki IQ to tylko pewien potencjał. Aby mógł on zostać zrealizowany potrzebne jest właściwe kształcenie na poziomie podstawowym i średnim. Oprócz tego potrzebna jest właściwa atmosfera domowa i właściwy poziom intelektualny rodziców. Zaburzenia emocjonalne i nerwicowe w znacznym stopniu hamują rozwój intelektualny i utrudniają tym samym uczenie się. Te czynniki dalej obniżają odsetek osób mogących osiągnąć wyższe wykształcenie do poziomu 20-24%. Ostatnim czynnikiem, który warto wspomnieć, jest zasobność finansowa zarówno uczelni jak i rodziców. Uczelni w Polsce nie stać stworzyć stosownych warunków nauczania dla wszystkich chętnych, co powoduje obniżenie jakości kształcenia. Duża część naszego społeczeństwa nie ma na podstawowe wyżywienie i utrzymanie nie mówiąc już o środkach na studiowanie. Taki stan jeszcze bardziej ogranicza populację ludzi dobrze wykształconych. Na koniec warto wspomnieć, że nie ma na świecie ani jednego kraju (w tym także bogatego), w którym odsetek ludzi z wyższym wykształceniem przekraczałby 24%. Jest to związane przede wszystkim z ograniczeniami biologicznymi; 84% populacji ma iloraz inteligencji poniżej 115. Chcąc udostępnić studia dla większej liczby osób należałoby znacząco obniżyć jakość i poziom kształcenia, a to się przecież kłóci z podstawowym postulatem kształcenia na poziomie wyższym.
Jest to pierwszy i najważniejszy cios w głoszone postulaty powszechnego wymogu wyższego wykształcenia. Jeśli bowiem, zgodnie z głoszonymi tezami, tylko ludzie z wyższym wykształceniem mogą liczyć na godny zarobek i na pracę, to oznacza, że co najmniej 70% wszystkich ludzi musi borykać się z kłopotami finansowymi, ze znalezieniem pracy i obawą o jej utratę.

Fikcyjność bogactwa ofert pracy dla ludzi z wyższym wykształceniem.

Warto zastanowić się nad rynkiem ofert pracy. Według wszelkich instytucji badawczych, skuteczność urzędów pośrednictwa pracy jest na poziomie kilku procent. Ogromna większość ludzi zdobywa pracę poprzez układy, znajomości, łapówki. Tylko nieliczni korzystają z ogłoszeń prasowych i agencji "łowców głów". Ogłoszenia prasowe zawierają przede wszystkim oferty dla akwizytorów lub menadżerów przedsiębiorstw. W tym drugim przypadku wymagane jest doświadczenie. Jeżeli chodzi o agencje, to korzystanie z ich usług jest stosunkowo drogie, a i wymagania od kandydatów są dość wysokie. W tej sytuacji młody, startujący w swoje życie zawodowe człowiek ma nikłe szanse zdobyć pracę samodzielnie bez nepotyzmu, układów, chociażby z uwagi na brak stażu i doświadczenia.

Fikcja wysokich zarobków ludzi z wyższym wykształceniem.

Jeżeli chodzi o zarobki to prawda przedstawia się następująco. W gospodarce wolno-rynkowej to właśnie w dużej mierze rynek wycenia dane zajęcie. Bokser z podstawowym wykształceniem może otrzymywać honorarium wyższe niż profesor medycyny. Instalator układów c.o. z tytułem magistra zarobi tyle samo co jego kolega po fachu z wykształceniem zawodowym. Wysokość wynagrodzenia zależy także od prestiżu zawodu, tzn. jaką wysokość wynagrodzenia jest pracodawca skłonny przyznać. W ostatnich latach w niektórych kręgach wysoki prestiż posiada menadżer. I tak oto zarabia on w jeden miesiąc tyle, co podległy mu i wykonujący prawie całą za niego pracę pracownik przez 13 lat, mimo że wszyscy oni złożyli się na sukces firmy. Płaca tegoż pracownika jest 156 razy mniejsza od płacy przełożonego. Tutaj widać. że w przypadku większych firm, drugim najważniejszym czynnikiem kształtującym place jest uznaniowość. O sposobie nadawanie uposażeń we władzach nie warto nawet wspominać.

Eksperyment myślowy.

Spróbujmy dokonać pewnego eksperymentu myślowego. Wyobraźmy sobie, że jakimś cudem wszyscy w kraju mają wyższe wykształcenie. Czy zatem wszyscy będą mieli pracę i godne zarobki? Wcale nie! Pieniędzy bowiem z tego faktu nie przybywa, a ich rozdział pozostaje taki sam. Wynika to ze struktury potrzeb rynku pracy. Ktoś przecież musi być ślusarzem, murarzem, kanalarzem itd. Pomimo że wszyscy posiadają dyplom wyższej uczelni, to będzie występować spore bezrobocie, a płace będą niskie. Wcześniej przecież wspomniałem, że wysokość płacy zależy przede wszystkim od zajęcia, a nie od wykształcenia. To w PRL był dodatek za wykształcenie. Tak więc wykształcenie uniwersyteckie w tej sytuacji nic nie da.

Kształcenie ustawiczne jako wzorzec modelowy w gospodarce wolnorynkowej.

W dzisiejszych czasach możemy obserwować dość szybki postęp wiedzy i technologii. To co z tym się wiąże, to zanik zawodów, niegdyś popularnych, za życia jednego człowieka. Rodzi to następujące problemy. Nie da się nauczyć w szkole wiedzy i umiejętności, które wystarczą na całe życie zawodowe. Wiadomo już na pewno, że nie można skonstruować takiego systemu szkolnego, który by był w stanie dostosować liczbę absolwentów i rodzaj zawodów do potrzeb rynku. Te problemy skłoniły naukowców różnych dziedzin do poszukiwań nowego systemu kształcenia. Po paru latach badań wymyślono i wdrożono w niektórych krajach system kształcenia ustawicznego. Filozofia jego jest taka, że rezygnuje się z podawania wiedzy encyklopedycznej na rzecz ogólnej wiedzy i umiejętności dalszego samodzielnego dokształcania się. Integralnym elementem tegoż systemu edukacyjnego jest zakład pracy. W nim to bowiem pracownik zostaje przystosowany do konkretnej specjalizacji bądź zawodu. Trochę inaczej wygląda to na poziomie wyższym, gdzie istnieje ścisła współpraca uczelni z zakładami.
Ale to zasadniczo na zakładzie pracy spoczywa powinność dokształcania i przystosowania do konkretnego stanowiska pracownika. Oczywiście sam proces szkolenia nie musi odbywać się na terenie firmy.
W polskiej rzeczywistości przedsiębiorca oczekuje od kandydata, że gdy ten obejmie stanowisko natychmiast przystąpi do pracy bez szkolenia, uważając że pracownik powinien albo posiadać doświadczenie albo wynieść wszystkie potrzebne umiejętności ze szkoły. Na domiar złego "świeży" pracownik jest zatrudniany na okres próbny, w czasie którego musi wykazać się swoimi umiejętnościami, fachowością i biegłością w zawodzie, bo przecież liczy się wydajność pracownika. Jak w tej sytuacji ma zacząć pracę absolwent szkoły? (zwłaszcza w systemie kształcenia ustawicznego, który jest teraz w Polsce wdrażany). Jednakże posiadanie wyszkolonego i wykształconego pracownika to nie wszystko. Wiedza z czasem ucieka i starzeje się. Aby zapobiec degradacji powinno się okresowo szkolić i powtarzać elementy wiedzy. Konieczne jest zatem stworzenie takich warunków pracy i płacy, aby było możliwe powtarzanie wiedzy i dokształcanie. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś pracuje po 12 godzin na dobę, zajmuje się domem, dziećmi i jeszcze ma się w czasie wolnym uczyć. Niech tu nam posłuży za przykład Holandia, gdzie 80% dorosłej i pracującej populacji uczy się i dokształca. Często podnosi się ten argument, że nasz kraj jest biedny, znajduje się na dorobku. Jednak i ta teza jest fałszywa, bowiem w Holandii to zjawisko występuje od wczesnych lat 50-tych, gdy ten kraj był zrujnowany, nie miał nowoczesnego przemysłu, panował szeroki analfabetyzm. Innymi słowy Holandia też była na dorobku, a mimo to nie przeszkodziło to w odpowiedniej organizacji pracy. W Polsce niestety firmy w swej ogólności marnotrawią pracowników, naukowców. Szkolenia odbywają się gdzieniegdzie, a gdy już są, to są organizowane w sposób sprzeczny z wszelkimi regułami uczenia i nauczania. Trwają one od rana do wieczora, nieraz odbywają się po normalnym dniu pracy. Organizacja pracy pozostawia także wiele do życzenia. Praca po kilkanaście godzin dziennie, bez urlopu, często za niskie uposażenie uniemożliwia praktycznie jakąkolwiek samodzielną naukę.
Ale czas na doszkalanie to nie jest jedyny problem. Marnotrawi się ludzi i w inny sposób. Często można spotkać się z wymaganiem dyspozycyjności i kreatywności (pracy twórczej). W zasadzie są to wymagania psychologicznie sprzeczne. Obecnie dyspozycyjność rozumie się swoiście jako stan pogotowia do świadczenia pracy. Otóż chcąc być dyspozycyjnym trzeba w zasadzie zrezygnować z życia towarzyskiego, miłosnego i rodzinnego. Nie da się bowiem zorganizować spotkania, wyjazdu czy np. zwykłego wyjścia do kina, nie mogąc przewidzieć czy w tym czasie nie trzeba będzie pójść do pracy. Przyjaźnie są zasadniczym elementem stabilizującym psychikę i w zasadzie chroniącym przed zaburzeniami psychicznymi i pochodzącymi od nich zaburzeniami funkcjonowania organizmu. Ale na podsycanie przyjaźni potrzebny jest czas. Ponieważ w tej sytuacji jego nie ma, więc w okresie kilku, kilkunastu miesięcy dochodzi do zaburzeń psychopatycznych czy nerwicowych. Dochodzi do dezorganizacji życia w tym i pracy zawodowej, ulegają zaburzeniu funkcje intelektualne i taki pracownik pracuje dużo mniej wydajnie (jeśli jeszcze może pracować). I tak to wiedza i umiejętności wartościowego człowieka są marnowane.
Tutaj z całą mocą ujawnia się nieprzystosowanie mentalne polskich przedsiębiorców.

W gospodarce wolnorynkowej człowiek kilka razy zmienia miejsce pracy. Nie raz wiąże się to z całkowitą zmianą wykonywanego zawodu. W tej sytuacji człowiek wykształcony, w nowym zawodzie, nawet po przeszkoleniu, prezentuje tylko ogólny poziom średni. Staje więc wobec takich samych kłopotów jak człowiek po "zawodówce" czy technikum. Poza wąską grupą naukowców, wykładowców uniwersyteckich, lekarzy, menadżerów, praktycznie każdy znajdzie się w sytuacji człowieka z niewyższym wykształceniem. Przypomnę naczelną tezę rządzących "Tylko człowiek z wyższym wykształceniem może liczyć na pracę i godziwe wynagrodzenie". Jeśli to zaklęcie ma być prawdziwe to praktycznie nikt nie może się cieszyć na stabilną pracę i normalne wynagrodzenie. Tak oto wychodzi cała absurdalność tego typu haseł.

Prawda o wyższym wykształceniu.

Umiejętności i wiedza wyniesiona z uczelni wyższej stanowi swoisty warsztat, narzędzie do wykonywania funkcji kierowniczych, badawczych, twórczych. Umożliwia ona podjęcie w pełni samodzielnej pracy. Dyplom uniwersytetu jest furtką do wysokopłatnych stanowisk. Ale jest to tylko potencjał, który może, ale nie musi zostać zrealizowany, bowiem zdobycie stosownego stanowiska jest uzależnione od wielu innych czynników, w tym od układów.
Zbliża się kampania wyborcza. Zapewne wielu kandydatów i wiele ugrupowań będzie mamić ludzi tymi zaklęciami. Tak naprawdę chodzi tutaj o usprawiedliwienie nieróbstwa i nieudolności władzy. Rozpościerając przed ludźmi wymóg wyższego wykształcenia, przerzuca się odpowiedzialność za byt na naród, według zasad "ratuj się kto może". Oczywiście ubiera się te sformułowania w piękną frazeologię, tak że prawdziwy sens zostaje ukryty. Niszczy się wartość pomocniczości państwa, podkreśla odpowiedzialność osobistą człowieka, ale ani słowem nie wspomina o roli władz.
 
Na koniec, z racji swej wiedzy chciałbym zasygnalizować tutaj pewną sprawę. Otóż jest pewna grupa osób, które nie chcą respektować zasad rządzących psychiką ludzką, zasad życia społecznego, uznanych norm i wartości, ograniczeń fizycznych i psychicznych. Ludzie ci nie chcą się pogodzić z faktem, że człowiek ma ograniczony zasób energii, sił, zdolności i umiejętności oraz posiada niezbywalne potrzeby emocjonalne, intelektualne, fizyczne. Ci ludzie określani byli mianem psychopatów i neurotyków. Mit niezbędności wyższego wykształcenia także nie respektuje wyżej wymienionych praw. Warto zauważyć, że w dokumentacji klinicznej osób chorych istnieją wzmianki na temat tego typu rozumowania. Ślady tych zapisów można odnaleźć z końca XIX w. a więc na długo przed wprowadzeniem zasad współczesnej gospodarki rynkowej i wejściem przemysłu na szybką ścieżkę rozwoju. Tego typu myślenie więc ma swoje źródło w chorych umysłach, a jest podłapywane i rozpowszechniane przez osoby przyjmujące wszystko na wiarę, bezkrytycznie. Nie respektowanie tych, przecież znanych, praw rządzących ludzkim życiem przyczyniło się do upadku wielu państw (Imperium Rzymskie, Etiopia) czy rewolucji (powstania chłopskie, rewolucja francuska, październikowa).

Podsumujmy wszystkie argumenty : ograniczenie biologiczne, społeczne, ekonomiczne, struktura potrzeb rynku pracy, sposób rozdzielania dochodu.
Wymaganie, aby możliwie jak największa grupa była dobrze wykształcona jest absurdalne. Nadzieja, że edukacja na poziomie wyższym zlikwiduje, a przynajmniej w znaczący sposób ograniczy bezrobocie jest wytworem chorego umysłu.
 
Wyciągnijmy z tych faktów wnioski.

  1. Samo wykształcenie i mechanizmy gospodarki rynkowej nie wystarczają. Potrzebny jest wysoki poziom etyczny, moralny ludzi, którzy są pracodawcami, czy rządzącymi. Bowiem potrzebna jest wizja i skoordynowane działanie na rzecz społeczeństwa i realizowania wartości społecznych, respektowania praw biologicznych, psychologicznych przez wszystkich wpływowych i znaczących członków społeczeństwa.
  2. Należy zadbać przede wszystkim o pracowników szeregowych, ludzi z niskim wykształceniem, ludzi chorych, niepełnosprawnych, bowiem oni to stanowią 90% populacji, jednocześnie dochody pozostałej części społeczeństwa są w ogromnej mierze związane z zasobnością mas.

Data pierwszej publikacji: 29.7.2000