Kościoły w dobie kapitalistycznej Polski

2 czerwca 1979 roku w trakcie papieskiej wizyty w Polsce Jan Paweł drugi w swej homilii modlił się - "Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!" Dziesięć lat później nastąpiły zmiany w państwie, gospodarce, w stosunkach między ludźmi i w kościołach. Czy przemiany były z inspiracji Ducha, tego nie wiemy. Sądząc po efektach, raczej nie w wyniku działań Ducha Świętego. W czasie swego urzędowania Polak-papież, choć popierał kapitalizm, upominał się o prawa i godność ludzi pracy, akceptował i akcentował elementy socjalne, regulacyjne państwa i instytucji kościoła. Obecny papież, sądząc po wypowiedziach i nowych encyklikach przesuwa KK wyraźnie w kierunku neoliberalizmu gospodarczego, choć nie jest to wciąż jeszcze czysty liberalizm. Kościoły w Polsce, nie tylko Kościół Rzymskokatolicki, wyprzedziły obecnego papieża, przyjmując ideologię liberalną już w początkach lat 90.

Demontaż państwa opiekuńczego.

Państwo opiekuńcze w starym ustroju sprawowało wiele funkcji. Nie tylko organizowało i zapewniało pomoc rzeczową i finansową na rzecz ubogich pod postacią zasiłków, opieki medycznej, dopłat do czynszów, stołówek. Wspierało też czynnie proces wychowywania młodzieży (zajęcia sportowe, artystyczne, koła zainteresowań, kolonie itd.). Wraz z nowym ustrojem wszystkie te funkcje całkowicie lub w znacznym stopniu zostały scedowane na osoby prywatne lub struktury i organizacje pozarządowe. Taka forma ustroju wpisuje się w katolicką filozofię pomocniczości państwa, która nakazuje wycofanie się z tych dziedzin i przekazanie ich w kompetencje organizacji kościelnych i charytatywnych. Tak też się stało. Główny ciężar opieki nad bezdomnymi, głodnymi, wykolejoną młodzieżą spadł na organizacje dobroczynne. Sytuację tą przypieczętowała encyklika Benedykta XVI "Deus caritas est". Skutkiem ubocznym tej sytuacji jest wydanie potrzebujących na łaskę lub niełaskę darczyńców, a co za tym idzie utrata poczucia bezpieczeństwa socjalnego. Państwo (a więc i społeczeństwo) utraciło także kontrolę nad sposobem i warunkami przyznawanej pomocy oraz wydawanych na ten cel środków budżetowych.

Zanik zdobyczy pracowniczych

W ślad za demontażem państwa opiekuńczego nastąpiło zniszczenie zdobyczy pracowniczych i socjalnych, jako "pozostałości po komunistycznym totalitaryzmie". Wcześniej państwo zapewniało źródła utrzymania oraz kształtowało warunki pracy, płacy, wypoczynku. Pracownik miał miejsce i udział w kształtowaniu działań przedsiębiorstwa Obecnie został poddany nieskrępowanym siłom wolnorynkowym i znalazł swe "właściwe" miejsce jako wyrobnik. Dokonano tzw. deregulacji rynku pracy, której zwolennikiem jest m.in. abp. Zimoń. Wszystkie kluczowe warunki pracy i płacy ustalane są na szczeblu pracownik-przedsiębiorca, a nie na szczeblu branżowym, czy tym bardziej rządowym. Warunki ustalane są w formie umowy adhezyjnej; "albo bierzesz to co dają, albo "spadaj" . Z "przywilejów" pracowniczych pozostało bardzo niewiele; wśród nich zaciekle atakowane: płaca minimalna, odprawy pracownicze i rzadko przestrzegane płatne urlopy wypoczynkowe, limitowany czas pracy. Niechętny stosunek do związków zawodowych prezentuje nawet kościół i jego instytucje. Znana jest głośna sprawa rozwiązania placówki Caritas po próbie założenia w niej związku zawodowego. Placówkę przejęła gmina po tym, jak ksiądz dyrektor odmówił jej dalszego prowadzenia "z przymusowym dyktatem". Brak reakcji episkopatu jest tutaj wymowny. Polski rynek pracy w zestawieniu nawet z Stanami Zjednoczonymi jest daleko bardziej liberalny i korzystny dla pracodawców. Co prawda w USA państwowa płaca minimalna nie istnieje, lecz istnieją związki branżowe, które funkcjonują co do zasady podobnie jak cechy i izby w PRLu. Przynależność do nich dla pracowników technicznych jest obowiązkowa. Wydają one certyfikaty (zezwolenia) uprawniające do podjęcia pracy, ustalają warunki pracy oraz stawki pracownicze dla poszczególnych branż i zawodów (ogółem 1,5 tys.). Co ciekawe, stawki te obowiązują wszystkie przedsiębiorstwa działające na terenie danego stanu, i te drobne - jednoosobwe, i te wielkie. Tak więc warunki zatrudnienia ustalane są przez związki na szczeblu stanowym (nasz odpowiednik województwa). Podobny system ma sąsiednia Kanada.

Nie lepiej wygląda upominanie się o godność pracowników i przestrzeganie obowiązujących regulacji. Zgodnie z raportami PIP naruszenia w tej materii są powszechne. Niestety równie powszechne i niezrozumiałe w tej sytuacji jest milczenie kościołów. W Biblii bez trudu odnajdziemy przykazania dotyczące pracy najemnej; (Kpł 19:13) "Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał. Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc aż do poranka.". (Syr 35:21-22): "Nędzny chleb jest życiem biednych, a kto go zabiera, jest zabójcą. Zabija bliźniego, kto mu zabiera środki do życia, i krew wylewa, kto pozbawia zapłaty robotnika". Te dwa skromne cytaty wskazują wyraźnie, że już samo przetrzymywanie zapłaty w sensie moralnym ma ciężar podobny jak mord. Dlaczego więc tematyka ochrony życia znajduje swe miejsce co niedzielę, a tematyka praw pracowniczych pojawia się "od wielkiego dzwonu"? W latach 90. nie zabrakło z kręgów kościelnych i takich głosów, które przestrzegały pracowników przed dochodzeniem swych roszczeń, bo w nowej Polsce byłoby to działanie przeciwko samemu sobie.

Skutki filozofii liberalnej

Każdy ustrój społeczno-gospodarczy wymusza ukształtowanie się specyficznych dlań postaw i stosunków międzyludzkich, a więc standardów etycznych. Nie inaczej było z liberalnym kapitalizmem w III RP. Nowa filozofia egoizmu i indywidualizmu zdewaluowała całkowicie stare normy współżycia społecznego. W miejsce współpracy i poszanowania pojawiły się mordercza konkurencja, cynizm, obojętność na losy słabszych, niżej ustawionych w hierarchii spoleczno-zawodowej. O pozycji w hierarchii społecznej zaczął decydować pieniądz a nie zalety, cnoty, zasługi. Konsekwencją było ukształtowanie się pogardy dla pracowników szeregowych i osób biednych. Pogarda ta szerokim frontem zagościła na łamach massmediów. Ciche przyzwolenie kapłanów z roku na rok poglębiało tą sytuację. Prawa pracownicze bez obrońców stały się bezwartościowym reliktem przeszłego ustroju. W tych warunkach, nie może dziwić, że na masową skalę nie wypłaca się wynagrodzeń, nie przestrzega nawet najbardziej elementarnych zapisów Kodeksu Pracy. Bieda z roku na rok obejmowała coraz szersze obszary społeczne. Przełom nastąpił wraz z wejściem do UE. Wielkie rzesze pracowników w obliczu ucisku i trwałej biedy wybrały emigrację. W nowej sytuacji przedsiębiorcy skomlą, że w kraju nie ma specjalistów do pracy za 650 zł miesięcznie.

Kryzys demograficzny

Skutki filozofii nowej drogi "po liberalnemu", jak się wydaje, przerosły wyobraźnię wszystkich. Społeczeństwo zaczęło się starzeć w gwałtownym tempie, spadła ilość zawieranych małżeństw, dzietność kobiet, załamała się zastępowalność pokoleniowa. Socjolodzy liberalni oraz duchowni wszelkiej maści zaczęli obwiniać rodziny o konsumpcjonizm, lenistwo i wygodnictwo. Czy jest to przejaw schizofrenii czy dysonansu poznawczego? Przecież egoizm i konsumpcjonizm to naczelne zasady liberalnego kapitalizmu, któremu tak pieczołowicie hołdowano w latach 90. i czyni się to nadal. Nie mniej, takie ujęcie sprawy byłoby przyznaniem racji oskarżycielom. Spójrzmy na to z innej strony.
Po 1989 przekształceniom uległ sposób organizacji życia gospodarczego. Zmiany te zdecydowanie negatywnie wpłynęły na możliwości ułożenia sobie przez młodych ludzi życia osobistego. Pierwszym czynnikiem hamującym dzietność są zmiany w organizacji pracy.
Czynności zawodowe pochłaniają największą część dnia. Dlatego też miejsce i charakter pracy w poważnym stopniu kształtuje potencjalne możliwości założenia rodziny i spłodzenia potomka. W szczególnie trudnej sytuacji są tu młodzi mężczyźni, którzy wykonują pracę, w której nie mają oni żadnego kontaktu z innymi pracującymi, klientami, bądź kontakt ten jest ograniczony do grupy kilku osób. Taka sytuacja występuje głównie w drobnych i małych firmach o zatrudnieniu odpowiednio do 10 i do 50 osób. W tak wąskim gronie współpracowników oraz ich znajomych może nie być żadnej odpowiedniej osoby pod względem stanu cywilnego, wieku, płci.
Nie bez znaczenia jest też czas pracy. Dziś standardem jest praca po kilkanaście godzin na dobę (wliczając dojazd), aby ledwo związać koniec z końcem. W takich warunkach szanse na poznanie partnera i rozwinięcie więzi są niemal zerowe. Wymóg wysokiej dyspozycyjności, tzw. elastyczny czas pracy, także w poważnym stopniu utrudnia zbudowanie więzi partnerskiej, gdyż nie można planować i skutecznie realizować aktywności z życia osobistego, które są torpedowane "zleceniami" zawodowymi, a całość czasu jest podporządkowana wymogom pracy zawodowej.
W polskich warunkach najpoważniejszą przeszkodą nie tylko dla młodych ludzi są niskie płace. Prawie 2/3 wynagrodzeń jest nierentowna, tj. nie można się z nich samodzielnie utrzymać, nie mówiąc już o zbudowania rodziny. Ogranicza to w poważnym stopniu skłonność zarówno do zawierania małżeństwa , jak i ogranicza skłonność do zawierania jakichkolwiek znajomości w ogóle. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest masowa emigracja zarobkowa za granicę. Rodzi to poważne problemy. Z jednej bowiem strony drastycznie ubywa w miejscu zamieszkania osób wolnych, z drugiej emigrant w nowym miejscu pracy jest całkowicie wyrwany z swego środowiska koleżeńskiego, przyjacielskiego, rodzinnego. Bariera językowa utrudnia szybkie ułożenie sobie życia osobistego na obczyźnie, co w konsekwencji przeradza się w chroniczną samotność. Niestety biologii nie da się oszukać. Najważniejszym skutkiem zwlekania decyzji o założeniu rodziny jest bezpłodność, która dotyka 4/5 osób po 30 roku życia żyjących samotnie. Jest to grubo ponad czterokrotnie wyższy wskaźnik, niż w pokoleniach wchodzących w związek małżeński w wczesnych dwudziestych latach swego życia. Gdy więc już się nasz "młody" człowiek usamodzielni finansowo ma małe szanse na uzyskanie własnego potomstwa. Podobny problem występuje w wszystkich krajach o liberalnej gospodarce kapitalistycznej.

Dlaczego?

Dlaczego duchowni tak wielu kościołów w Polsce zachłysnęli się liberalizmem gospodarczym? Na to pytanie nie ma pewnej odpowiedzi. Złożyło się na to wiele czynników. Represje doznane w PRL spowodowały negację całego porządku i dorobku tamtego ustroju. Ucierpiały na tym także prawa pracownicze i socjalne. Nie bez znaczenia mają też możliwości robienia dużych pieniędzy poprzez własną działalność gospodarczą, charytatywną czy choćby spekulacje giełdowe, jakie są udziałem hierarchów Kościoła Rzymskokatolickiego. Nie można też pominąć czynników psychologiczno-socjologicznych. Jak wskazują badania, (np. Glenna Firebaugh'a z Uniwersytetu Stanowego Pensylwania oraz Laury Tach z Harvardu), bogactwo daje szczęście wtedy gdy jest otoczone biedą. Ci co mają duże i stałe przychody, a do tej grupy należą księża, doświadczają swoistego psychicznego wywyższenia nad pospólstwo. Ten stan nie mógłby zaistnieć w systemie zmniejszającym dysproporcje dochodowe, gdyż oni sami wtedy zarabiali by mniej, a ich otoczenie więcej. Paradoksalnie więc, system niesprawiedliwości społecznej daje takim osobom szanse wykazania swej dobroczynności, wyższości, spełnienia i szczęścia.

Data publikacji: 12.12.2006