Refleksje nad ochroną życia poczętego i aborcją

Piszę to opracowanie w momencie (kwiecień 2016), gdy przez Polskę przetacza się batalia o nowy kształt ustawy antyaborcyjnej. Generalnie nie miałem specjalnie wielkiej ochoty zajmować się tym zagadnieniem, ale ostrość debaty coś we mnie tam poruszyła. Problem ten zasadniczo nie dotyczy mnie ani bezpośrednio (bo jestem mężczyzną i nie zajdę w ciążę), ani pośrednio (nie pozostaję obecnie z nikim w żadnym związku). Niemniej jednak wydarzenia ostatnich dni skłoniły mnie do refleksji zarówno od strony moralnej, teologicznej, ale i społecznej i tym chciałbym się podzielić. Piszę ten tekst jako chrześcijanin tzw. ewangeliczny, tzn. taki, który uznaje Boga oraz jego słowo, czyli Biblię za najwyższy autorytet w sprawach wiary i moralności. Co za tym idzie, swoje rozpoznanie w tej materii ukształtowałem na podstawie własnej relacji z Bogiem i własnej analizy Pisma, a nie tylko poprzez bezkrytyczne i bezrefleksyjne przyjęcie nauczania ludzkich autorytetów. Uznaję, że podstawową zasadą interpretacji wskazań etycznych w Biblii jest nie liberalizm teologiczny, ale jej intepretacja literalna, a dopiero potem interpretacja przez analogię lub alegorię. Z uwagi, że w naszym kraju najliczniejszą grupą chrześcijan są rzymscy katolicy to w tekście będę się posługiwał cytatami pochodzącymi z katolickiej Biblii Tysiąclecia o ile nie wskażę inaczej. Dla osób które nie znają się na Biblii taka informacja; odsyłacz biblijny jest w postaci: skrót księgi: nr rozdziału w księdze, nr wersetu w rodziale. Piszę ten tekst przede wszystkim z myślą o zaangażowanych chrześcijanach i chrześcijankach, aczkolwiek nie widzę żadnych powodów, dla których nawet ateista nie mógłby przeczytać z zainteresowaniem i uwagą, co jego opononenci mają do powiedzenia w tej materii. Tekst ten nie ma być jakimś rodzajem kompendium, elaboratem czy autorytatywnym stanowiskiem, choć podaje "na talerzu" podstawowe prawdy biblijne. Nie jest w żadnym wypadku atakiem na jakikolwiek kościół czy grupę. Jeśli czytelnik tak to odbierze, to albo przypisuje mi wadliwe intencje, albo myli krytykę z napaścią, atakiem. Tekst jest tylko próbą podjęcia dyskusji nad dość złożonym problemem jakim jest kwestia ochrony życia od poczęcia. Jest zachętą ludzi wierzących i niewierzących do refleksji w tym temacie. Refleksja to głębsze, rozleglejsze i obszerniejsze przemyślenie tematu. Po ukończeniu tekstu, mimo dokananych skrótów, okazało się, że ma on aż niemal 70 standardowych stron formatu A4. A więc niech czytelnik nie oczekuje, że ogarnie te zagadnienia w pięć minut. Niemnej jednak na prawdę warto go przeczytać.
Po tym krótkim wstępie, przechodzę do rzeczy.

Dwie linie chrześcijańskiej interpretacji biblijnej w sprawie aborcji. Ujęcie pierwsze.

Zacznijmy od podstawowewej linii interpretacyjnej, która jest nauczana przez praktycznie wszystkie kościoły chrześcijańskie (z wyjątkiem bractwa Piusa X). Nauczanie to głosi, że życie ludzkie musi być w sposób absolutny chronione od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Podstawą biblijną do tego nauczania są zasadniczo trzy wersety. Całość opiera się szczególnej interpretacji przykazania "nie zabijaj" (Mt 19,18). Naucza się, że z chwilą poczęcia tzn. połączenia się komórki jajowej z plemnikiem powstaje człowiek. Na uzasadnienie tej tezy wskazuje się dwa następujące wersety.

Łk 1:41
"Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę."

gdy spojrzymy w grecki tekst http://biblehub.com/text/luke/1-41.htm to widnieje tam słowo brefos, które według słownika oznacza nienarodzone lub dopiero co narodzone dziecko http://biblehub.com/greek/1025.htm Dokładnie to samo słowo zostało użyte w następujacym wersecie

Łk 2:12
"A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie."

W języku polskim tłumacz ten sam wyraz raz przetłumaczył jako dziecię, a raz jako niemowlę. Nie ma tutaj jakiegoś błędu, ale osoby nieobeznane z greką i korzystające tylko z przekładów na języki narodowe mogłyby próbować kwestionować ten werset o dziecku w łonie, jako intencjonalnie wadliwei przetłumaczony. Grecki tekst jednak daje obraz jednoznaczy. Widzimy bowiem, że płód w łonie matki nazywany jest tym samym wyrazem co noworodek. Identycznie jest w Vulgacie czyli w łacińskim przekładzie, który stanowi wyłączną podstawę rozważań teologicznych dla kościoła rzymsko-katolickiego. Tak więc ta konstrukcja teologiczna wydaje się mieć umoccowanie biblijne. Skoro bowiem płód w łonie matki to takie samo dziecko jak niemowlę, a więc człowiek, to tym samym słuszne wydaje się objęcie go przykazaniem "nie zabijaj", które jest jednym z najważniejszych przykazań. I choć nie ma w nowym testamencie ani jednego wersetu, który mówiłby o aborcji wprost, to zreferowane powyżej rozumowanie przedstawia argument na rzecz zakazu aborcji.

Ale jak zobaczymy w dalszej części tekstu, rozumowanie to ma pewne niedostatki i pomija inne ważne wersety, a nawet boże przykazania.

Wierzę, podobnie jak inni chrześcijanie, że Biblia została spisana przez ludzi pod nadchnieniem Ducha Świętego. Nie oznacza to jednak, że ludzie ci pisali ten tekst w transie tzw. pismem automatycznym czy też Duch Święty dyktował im słowo za słowem, co mają napisać i jakich dokładnie słów użyć. Wyjątkiem jest tutaj w zasadzie objawienie apostoła Jana (apokalipsa). Nawet ewangelie (w kwestiach drugorzędnych) zawierają zaprzeczające sobie informacje. Co więcej, słowo boże zawiera nie tylko przykazania i nauczanie boże, ale również opinie i rady mężów bożych nie wiążące dla chrześcijan. Widać to bardzo dobrze na przykładzie fragmentu z 1 listu do Koryntian apostoła Pawła (1 Kor 7). Spójrzmy:

"6. To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu" (gr. przykazania bożego).

"12. Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan (czyli Bóg): Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala."

"25. Nie mam zaś nakazu Pańskiego (gr. przykazania) co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który - wskutek doznanego od Pana miłosierdzia - godzien jest, aby mu wierzono."

"40. Szczęśliwszą jednak będzie, jeżeli pozostanie tak, jak jest, zgodnie z moją radą. A wydaje mi się, że ja też mam Ducha Bożego.
"

Nie trzeba błyskotliwego umysłu, by uświadomić sobie, że owe osobiste opinie autorów mogły zostać również przemycone poprzez dobór specyficznych słów przy edycji tekstu.

Drugi problem, o który wyłonił się z analiz manuskryptów biblijnych, a o którym również sam Bóg wzmiankuje, jest taki, że nie mamy dostępu do tekstów oryginalnych. Mamy jedynie teksty będące co najwyżej w miarę dokładnymi odpisami a czasami tylko wypisami z języków oryginalnych. O co chodzi? Chodzi o to, że najstarsze kompletne zbiory tekstów biblijnych NT (tzw. kodeksy) pochodzą z IV wieku, a więc mniej więcej ok. 250 lat po spisaniu ewangelii i listów przez ich autorów. Niestety odpisy te nie były dokładne i były wielokrotnie przerabiane. Nowoczesne techniki obrazowania pozwolają nam zajrzeć "pod spód" tekstu widocznego gołym okiem i zobaczyć, jaki był tekst pierwotny. Okazauje się, że nawet te najstarsze teksty miały kilku korektorów. Czasami dopisywano całe fragmenty, czasami usuwano. Najczęściej jednak przeredagowywano poszczególne słowa, zastępując jedne sformułowania, innymi. To mówi nam nauka. Ale i Bóg ostrzegł swoich wiernych już w starożytności, że tego typu praktyki miały miejsce wczesniej i mogą mieć miejsce obecnie.

Jr 8:8-9 "Jak możecie mówić: Jesteśmy mądrzy i mamy Prawo Pańskie? Prawda, lecz w kłamstwo je obróciło kłamliwe pióro pisarzy.
Mędrcy będą zawstydzeni, zatrwożą się i zostaną pojmani. Istotnie, odrzucili słowo Pańskie, a mądrość na co im się przyda?"


Język hebrajski nie posiada czasów gramtycznych jak języki nowożytne. Wyraża myśli w sposób jakby "ponadczasowy". Stąd też bez większego błędu można ten werset z Jeremiasza odnieść do naszych czasów.

Ja nie wiem, czy fragment o Elżbiecie zawierający słowo brefos nie został przypadkiem również zedytowany w wspomniany sposób. Tylko specjaliści biblistyki mając dostęp do oryginalnych manuskryptów oraz specjalistycznych opracowań filologicznych mogą odpowiedzieć na to pytanie. Aczkolwiek dalej pozostaje kwestia braku oryginałów. Nie mamy więc stuprocentowej pewności, że te manuskrypty, które mamy są rzetelne w tym miejscu.
Co to oznacza? Oznacza to, że budowanie całej moralności w oparciu o jakieś jedno słówko w warunkach dużej niepewności jest przejawem braku roztropności. Ta powyższa uwaga jest o tyle na miejscu, że analiza słówek ma sens tylko wtedy, gdy komponuje się bez paradoksów z całościowym obrazem bożej moralności i przesłania zawartym na wszystkich kartach biblii. Teologia zbudowana na jednym wyrazie jest teologią niebezpieczną. Takie praktyki stosowali faryzeusze, wywracając nieraz całe przykazania boże. Czytelnik znający język angielski może przesłuchać dwugodzinny wykład doktora Nehemia Gordona, biblisty, hebraisty, syna faryzeusza-rabina w tej sprawie. Film, omawiający w szczegółach 5 zasad faryzeizmu, w tym - interpretację opartą na fragmencie wersetu, dostępny jest na youtube pod tytułem The Hebrew Yeshua vs. the Greek Jesus . Interpretacja pisma w oparciu o wyrwane z kontekstu słowa jest interpretacją faryzejską, owym kwasem faryzeuszy, którego winniśmy się wystrzegać.

Niemniej jednak, z uwagi na wagę zagadnienia, powszechne stosowanie tej taktyki przez kościoły w odniesieniu do aborcji, w toku dalszej dyskusji i wszystkich rozważań przyjąłem, że werset z Łk. 1,41 jest nienaruszony i w związku z tym wiążący. Cała dalsza analiza została dokonana przy założeniu, że jest on prawdziwy. Zastrzegam jednakże, że owe założenie jest przyjęte z góry bez dowodu przy niewiedzy co do stanu faktycznego.

Druga linia interpretacji.

W całej Biblii tylko raz Bóg explicite wypowiedział się o przerwaniu ciąży w formie przykazania, choć Żydzi od niepamiętnych czasów praktykowali aborcję, gdy życie matki było zagrożone.

"Gdy kobieta ma ciężki poród, należy podzielić w jej wnętrzu płód i wydobywać członek po członku, gdyż jej życie ma pierwszeństwo przed życiem płodu." (Challa 7).

Dla uczciwości dodam, że nie wszyscy żydowscy rabini podzielali ten pogląd. Tak więc i u starożytnych nie było jednolitego stanowiska. I można sobie wyobrazić, że spory były równie gorące co obecnie.

Bóg podał jakie sankcje sprawca ponosi za przerwanie ciąży oraz podał uzasadnienie, dlaczego jest taka, a nie inna sankcja. Proszę teraz czytelnika, aby w pokorze przeczytał następujący kluczowy fragment:

Wj 21:22-25
22. Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych.
23. Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie,
24. oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę,
25. oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, siniec za siniec.


Ten fragment praktycznie nigdy nie jest czytany z kazalnic i niezmiernie rzadko również apologeci odnoszą się do niego w swoich publikacjach. Nie można się temu dziwić, ponieważ już pierwsze wrażenie i wnioski są takie, że fragment ten przekazuje treść przeciwną współczesnemu nauczaniu kościołów w tej materii. Jeżeli czytelnik ma w tym momencie zamieszanie w głowie, niech sobie da czas, pójdzie zrobić kawę, herbatę i przeczyta jeszcze raz, aż bunt mu wyparuje.

Wierzący, każdy osobiście z osobna, powinien sobie zadać szereg pytań np. czy ufa Bogu, czy też woli ludzkie tradycje? Czy lubi buntować się przeciwko słowu czy też przyjmuje je z pokorą? Czy próbuje napotkane wersety, nauczanie boże obalić, rozmiękczyć czy też odwrotnie, modyfikuje swoje zapatrywania, wiedzę i wierzenie w oparciu o napotkane wersety? Dla porządku przypominam, że fragment ten jest w przekładzie tłumaczy katolickich i posiada tzw. imprimatur biskupa. Spróbujmy się zastanowić głębiej nad nim.
Oto mamy informację, że spędzenie płodu może być działaniem "bez jakiejkolwiek szkody". Dowiadujemy się, że gdy ucierpi kobieta, to sprawca tego czynu zostaje ukarany adekwatnie do obrażeń powstałych u kobiety. Czyli siniec za siniec, złamanie za złamanie, śmierć za śmierć. Ale gdy umiera płód sprawca nie ponosi kary śmierci, lecz zobowiązany jest uiścić grzywnę ustaloną przez męża tejże kobiety. Jak byśmy nie próbowali wybrnąć z tego wersetu wniosek narzuca się sam, że płód w łonie matki nie jest człowiekiem. Inaczej bowiem sankcje musiałby być takie same jak za zabicie człowieka a nie są. Za chwilę omówię, jak bardzo różnią się sankcje za zabicie człowieka, a za spędzenie płodu. W każdym razie spostrzeżenie jest takie, że płód nie wydaje się być traktowany jak człowiek, przynajmniej do pewnego momentu. Stanowisko judaizmu jest takie, że płód dopiero po urodzeniu staje się człowiekiem (Daniel Eisenberg Abortion in Jewish Law, w: "Health in the Jewish World", nr 1). Jako ciekawostkę podam, iż z informacji przekazanej mi przez członków bractwa Piusa X wynika, że wierzą oni, iż płód staje się człowiekiem dopiero z chwilą, gdy się rusza w łonie. Opierają oni swe wierzenie na przytoczonym już wersecie z ewangelii Łukasza, ale również na jakimś objawieniu maryjnym.

Apologeci chrześcijańscy, którzy bronią pierwszej linii interpretacyjnej próbują następujących czterech strategii, by obalić przedstawiony powyżej wniosek z przykazania.

Po pierwsze, wskazują, że w przykazaniu regulującym sprawę śmierci niewolnika, pan który go zabił również nie ponosi śmierci ani wygnania (w przypadku nieumyślnego zabicia). Argument jest jednak wątły, ponieważ prawo mojżeszowe zabraniało porywania lub czynienia z Żyda niewolnika:

Wj 21:16 "Kto by porwał człowieka i sprzedał go, albo znaleziono by go jeszcze w jego ręku, winien być ukarany śmiercią."
Pwt 24:7 "Jeśli znajdą człowieka, porywającego kogoś ze swych braci, z Izraelitów - czy sam będzie go używał jako niewolnika, czy go sprzeda - taki złodziej musi umrzeć. Usuniesz zło spośród siebie."

Niewola była dopuszczalna tylko względem ludów pogańskich i to tylko w zasadzie w sytuacji wojny. W roku jubileuszowym (co 7 lat) niewolnik stawał się wolny, chyba że uznał iż chce dalej służyć swemu panu (Wj 21). Niewola w tym wypadku oraz brak sankcji w postaci śmierci pana za śmierć niewolnika nie jest uznaniem tegoż ostatniego za nieczłowieka, ale karą, sankcją za jego bałwochwalstwo. Gdy bowiem stawał się on konwertytą, nie wolno było go sobie od tak zabić. Żyd zaś mógł być tylko służącym, a nie niewolnikiem.

Po drugie, apologeci powołując się na Hbr. 7,12 oraz Rzym. 10,4, mówią, że prawo mojżeszowe chrześcijan nie obowiązuje. Pierwszy wspomniany werset mówi, że tam gdzie jest zmiana kapłaństwa musi nastąpić zmiana prawa, a że Chrystus był kapłanem z porządku Melchizedeka a nie lewickiego to nastąpiła zmiana prawa. Drugi werset podobnie stanowi, że Chrystus jest końcem prawa przekazanego za pośrednictwem Mojżesza. Nie można tutaj odmówić racji tej argumentacji, ale i ona ma swe ograniczenia a apologeci ci są niekonsekwentni w swym nauczaniu i praktyce.

Otóż problem jest tej natury, że wszystkie wyznania chrześcijańskie, mimo iż traktują prawo mojżeszowe za niebyłe, jednocześnie chętnie sięgają po stary testament, by nauczać moralności. Wynika to stąd, że prawo to jest pedagogiem, nauczycielem moralności. W nim Bóg wyraża swój charakter oraz swą wolę względem człowieka. Dzięki prawu następuje poznanie grzechu, którego wierzący się może wystrzegać (Rz. 7). Tyle, że kościoły selekcjonują zebrany tam materiał i dopasowują do swoich potrzeb według róznorodnych i niejednolitych kryteriów. Tak na przykład bardzo chętnie Adwentyści przywołują przykazanie dekalogu o święceniu szabatu (soboty), które to przykazanie nie jest wyszczególnione w nowym testamencie a jednocześnie jest przykazaniem tzw. rytualnym. Bardzo chętnie sięgają po przykazanie pozadekalogowe o zakazie współżycia z zwierzętami, choć w NT znowu się ono nie pojawia. Bardzo chętnie protestanci sięgają po przykazanie zakazujące zwraccania się do umarłych (modlitwy do świętych) czy też robienia sobie tatuaży, choć w NT w zasadzie to przykazanie się nie pojawia. Takim kluczem, który się tutaj stosuje, a przynajmniej mówi, że stosuje, jest podzielenie prawa mojżeszowego na takie trzy sekcje: prawo rytualne, prawo moralno-obyczajowe, prawo cywilne. Mówi się, że prawo cywilne i rytualne nie obowiązuje, ale już przykazania moralne - jak najbardziej. Zgrabna konstrukcja argumentacyjna, ale niestety klasyfikacja i dobór poszczególnych przykazań są niekonsekwentne. Na przykład, przykazanie zakazujące kontaktu podczas miesiączki kobiety i przewidujące przy złamaniu zakazu konieczność mykwy (rytualnego oczyszczenia), w tym przypadku jest dzielone na dwie części, część moralną i część rytualną. Rytuał żydowski się odrzuca, zastępując go spowiedzią i reinterpretując je na zakaz pożycia seksualnego podczas miesiączki. Dodam, że nie wszystkie kościoły tak to ujmują. Niektóre nie przejmują się w ogóle tym przykazaniem, a niektóre tak. Był taki czas w kościele katolickim, gdy kobieta mająca miesiączkę, jako nieczysta, nie mogła nawet wejść do kościoła, nie mówiąc już o przystąpieniu do Eucharystii. Występuje tu więc pełna dowolność selekcji oraz interpretacji w czasie i przestrzeni.

Na tej podstawie też odrzuca się to przykazanie o aborcji, jedyne przykazanie na ponad 600 w całej biblii dotykające wprost tej materii. Przykazanie to bowiem według nich jest czystym przykazaniem cywilnym w dodatku kłócącym się z ich pragnieniami. Skoro bowiem ktoś pragnie wrzucić kobiety oraz sprawców do więzienia lub nawet karać lekarzy karą śmierci to oczywistym jest, że przykazanie boże nakazujące tutaj wypłatę odszkodowania jest zawadą i psuje od strony kodyfikacyjej oraz teologicznej ich jednocznaczne i proste przesłanie i postulaty.

Trzeci argument podnoszony, to werset z Jr 20:17 "Nie zabił mnie bowiem w łonie matki: wtedy moja matka stałaby się moim grobem, a łono jej wiecznie brzemiennym.".

Na podstawie tego tłumaczenia mówi się, że uśmiercenie płodu (w każdym momencie) jest morderstwem. Stety czy niestety, gdy zajrzymy do hebrajskiego to obraz nie jest już tak jednoznaczny. W wersecie tym bowiem użyto słowa mottani biblehub.com/hebrew/mottani_4191.htm które jest zbudowane na bazie hebrajskiego słowa muth biblehub.com/hebrew/4191.htm a które oznacza po prostu zakończenie życia zarówno naturalne, jak i takie np. przez Boga, choć są i inne przykłady. Jest dość dużo wystąpień w całej biblii (ponad 800) zbudowanych na tym słowie. Trzeba wszakże pamiętać, że dodane litery często zmieniają całkowicie treść i znaczenie słowa, stąd potrzeba dużej znajomości paleohebrajskiego aby nie wyciągnąć pochopnych i wadliwych wniosków. Słowa zbudowane na muth różnią się zazwyczaj w wydźwięku od słowa użytego w przykazaniu "nie będziesz zabijał" (Wj 20,13). Użyto tam bowiem słowa ratsakh czyli rzeź, mord biblehub.com/hebrew/7523.htm . Wymienne stosowanie tych słow i sugerowanie, że werset z Jeremiasza jest tożsamy z przykazaniem nie zabijaj, wydaje się być więc nieuprawnione a cała argumentacja zbudowana tan tym wersecie mocno wątpliwa i naciągana.

I wreszcie czwarta strategia. Powiada ona, że przykazanie o tej kobiecie nie dotyczy aborcji. Taka argumentacja mi wydaje się jednak zakłamana, bo werset biblijny nie mówi o jakimś przypadkowym, naturalnym poronieniu. A aborcja przecież to sztuczne przerwanie ciąży przez jakieś świadome lub nieświadome, umyślne bądź nieumyślne działanie człowieka.

Po tym co zostało powiedziane, czy to oznacza, że aborcja nie jest złem i nawet jesli płód z tego wersetu wydaje się nie być uznawany za człowieka, to można go sobie od tak usuwać? Żeby odpowiedzieć na to pytanie musimy zastanowić się nad innymi kwestiami. Przede wszystkim pojawia się pytanie kim jest człowiek według Biblii? Czy człowiek to po prostu jego materiał genetyczny? Gdyby był to materiał genetyczny, to każdy naskórek, każda krwinka czy włos mógłby zostać uznany za człowieka, bo można przy użyciu narzędzi inżynierii genetycznej przekształcić komórki w dorosłego osobnika. A jednak nie uważamy, aby pojedyncze komórki narządów, tkanek z pełnym kodem genetycznym były człowiekiem.

Na wstępie odpowiem, że fakt, iż sprawca przerwania ciąży musiał uiścić odszkodowanie świadczy jednak, że naruszono tutaj czyjeś dobra. A więc mamy sugestię, że jednak nie powinno się tego robić. Kto by przerwał ciążę i nie wypłacił odszkodowania w mysl prawie mojżeszowego jest przeklęty (Pwt 28,26). W Nowym Testamencie mamy dość istotną nową informację:

1 Kor 6:19 "Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?"

1 Kor 3:17 "Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.".

Oznacza to, że ciało ludzkie, to żyjące, jest świątynią i kto ją niszczy dopuszcza się świętokradztwa. Stąd też podlega ono ochronie i bez ważnego powodu nie należy niszczyć rzeczy świętych. Nie oznacza to jednak, że jest ono nienaruszalne, podobnie jak nie są bewzględnie nienaruszalne rzeczy poświęcone do kultu (patrz Mt 12), ponieważ są czasami działania większe i ważniejsze niż świątynia (Mt 12,6).

Wróćmy jednak do pytania, kim jest człowiek. Człowiek według Biblii to przede wszystkim jego dusza, która powstaje jeszcze przed narodzeniem i jest nieśmiertelna (nie wszystkie wyznania podzielają ten pogląd). Ciało jest jakby "opakowaniem" dla duszy. W chwili śmierci dusza odłącza się od ciała i wędruje w zaświaty. W którym momencie dusza dostaje się do ciała? Współcześnie kościoły nauczają, że w momencie zapłodnienia komórki jajowej przez plemnik, ale nie zawsze tak wcześniej nauczały. Ja mam odmienne stanowisko w tej materii. Pytanie to łączy się bezpośrednio z następnym. W którym miejscu ciała jest dusza? Biblia informuje nas, że dusza znajduje się we krwi (Kpł. 17,11, Pwt. 12,23), aczkolwiek nie wiemy jak to technicznie jest realizowane i jak mózg współgra z duszą. Uwaga o tyle istotna, że niektóre zakażenia wirusami czy chorobami mogą wywoływać halucynacje i zaburzenia myślenia, podobnie jak niektóre choroby psychiczne czy niedorozwoje umysłowe, a więc ciało może robić figla duszy, gdy jest ona w zepsutym ciele. Nie wdając się w jałowe dywagacje należy wspomnieć, że właśnie z tego powodu w prawie mojżeszowym jest zakaz przelewania ludzkiej krwi oraz zakaz spożywania krwi zwierząt. Te oba przykazania zostały przetransferowane na grunt chrześcijański (Dz. 15,20)

Niektórzy interpretują te kwestie nie literalnie, ale symbolicznie, aczkolwiek nie ma żadnych przesłanek biblijnych, aby uznać ich interpetację za wyraźnie lepszą, bardziej wiarygodną. Obie są jakby równouprawnione. Mnie osobiście bliższa jest literalna. Tak więc, zgodnie z informacją wyciągniętą z biblii, dusza może najwcześniej potencjalnie wejść w ciało płodu w momencie, gdy ten ma już układ krwionośny i krew. Nie jestem lekarzem, ale poszperałem w literaturze medycznej i okazuje się, że układ krwionośny zostaje utworzony i uruchomiony w piątym tygodniu (28-35 dzień) rozwoju zarodka licząc od momentu zapłodnienia jaja. I druga następna informacja, którą przynosi lektura biblii. Gdy Bóg stworzył ciało Adama, pierwszego człowieka, tchnął w niego duszę żyjącą przez "nozdrza":

Rdz 2:7 "wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą."

Kiedy więc Adam (hbr. pierwszy człowiek) stał się istotą żywą? W momencie gdy otrzymał to, co katolicki tłumacz wyraził jako "tchnienie życia". Żydzi wierzą, że noworodek otrzymuje duszę w momencie swego pierwszego wdechu swoimi płucami, czemu towarzyszy krzyk. Stąd też ich specyficzne stanowisko w sprawie płodu i aborcji. Apologeci mówią, że sprawa Adama jest incydentalna i nie można jej odnosić do płodu. W ten zgrabny sposób omiają tą informację biblijną dla wsparcia swej doktryny o duszy umieszczonej w zygocie (jednokomórkowe ciało człowieka). Ale czy aby na pewno informację o implantacji duszy na przykładzie Adama nie można odnosić do płodu? A niby dlaczego nie? Który werset biblii umocowuje tą "incydentalność"? Na podstawie ewangelii Łukasza możemy przyjąć, że Żydzi się mylą w kwestii implantacji duszy po porodzie i istotnie już płód w łonie matki dostaje duszę. Może przecież dostać duszę przez płuca matki, nieprawdaż? A najwcześniejszym możliwym etapem jest piąty tydzień. Niektórzy mówią, że dusza jest od zygoty i dopiero potem transferowana jest do krwi. Niech im będzie, aczkolwiek to stanowisko nie znajduje poparcia ani w jednym wersecie, nawet w jednym wyrazie w całej biblii. Jest po prostu przyjęte a priori, bez najmniejszego dowodu. Przyjęcie mojej propozycji, że dusza ludzka jest we krwi już u płodu (choć nie każdego) godzi w jakimś stopniu zarówno przykazanie z starego testamentu, jak i werset z ewangelii wg Łukasza o dziecięciu w łonie matki i uwzględnia omówione dwie informacje co do metody implantacji duszy i miejsca jej przebywania. Jakby więc na to nie patrzeć, jest ono najpełniejszym ujęciem całości informacji, które mamy. Nota bene, interpretacja bractwa Piusa X również ma tutaj swoje oparcie na Biblii i nikt nie może im odmówić racji. Jednakże moja interpretacja jest o wiele ostrzejsza, daleko bardziej idąca niż interpretacja Żydów czy bractwa. Jest interpretacją skrajną. W zasadzie swoją interpretacją o człowieku od piątego tygodnia przysunąłem analizę i moralność do ściany. Za ścianą znajdują się już tylko postulaty i domysły lekceważące przykazania oraz informacje przekazane przez Boga.

Tak więc na tym kończy się analiza biblijna odnośnie płodu, jego natury i tego, jakie są sankcje za jego unicestwienie. Co nie oznacza, że kończy się moja analiza teologiczna moralności z tym związanej. Za chwilę zobaczymy, że przyjęcie z góry bez dowodu założenia, że człowiek zaczyna się od zapłodnionej komórki jajowej niesie ze sobą poważne reperkusje dla moralności, teologii, w tym obrazu Boga oraz dla praktyki prawa państwowego. Chciałbym aby czytelnik zrozumiał, że nie odbieram jemu/jej prawda do obstawania przy swoim, tj. do wiary, że człowiek zaczyna się od poczęcia. Spróbuję tylko uświadomić, jak wątła i wąska jest taka teologia.

Nie zabijaj.

To przykazanie znamy wszyscy, wierzący i nie wierzący. Jednak, gdy zadamy sobie trud i poczytamy zarówno stary jak i nowy testament, to zobaczymy, że przykazanie to nie jest absolutnym zakazem pozbawiania życia ludzi. Prawie wszyscy bibliści skłonni są do tłumaczenia, że przykazanie to powinno brzmieć "nie morduj", a więc nie pozbawiaj życia człowieka niewinnego. Już w prawie mojżeszowym mamy całe mrowie przykazań, które nakazują uśmiercić za poszczególne kategorie grzechów. Nowe przymierze chrystusowe co prawda porzuca karanie śmiercią przez władze religijne, ale scedowuje to uprawnienie na władze świeckie.

Rz 13:1-6
"1. Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga.
2. Kto więc przeciwstawia się władzy - przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia.
3. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę.
4. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.
5. Należy więc jej się poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie.
6. Z tego samego też powodu płacicie podatki. Bo ci, którzy się tym zajmują, z woli Boga pełnią swój urząd.
"

Ale śmierć mogła nastąpić nie tylko z powodu wymierzonej kary, lecz również w wyniku wojny sprawiedliwej (wojna obronna lub nakazana przez Jahwe). Śmierć mogła wystąpić również wtedy, gdy ktoś próbował uwolnić z rąk przestępcy ofiarę.

Ps 82:2-4:

"2. Dokądże będziecie sądzić niegodziwie i trzymać stronę występnych?
3. Ujmijcie się za sierotą i uciśnionym, wymierzcie sprawiedliwość nieszczęśliwemu i ubogiemu!
4. Uwolnijcie uciśnionego i nędzarza, wyrwijcie go z ręki występnych!
"

Uwolnienie ofiary z rąk przestępcy jest więc sprawiedliwością. Jest sprawiedliwością nawet wtedy, gdy musimy kogoś pozbawić życia. Taka sytuacja zachodzi, gdy ktoś grozi ofierze bronią lub zdetonowaniem ładunku wybuchowego na sobie w otoczeniu innych. W tych warunkach słusznie wkracza oddział szturmowy i uśmierca napastnika bez względu na jego poziom niedorozwoju umysłowego, choroby psychiznej, bez względu na jego jasność umysłu, zamroczenie lub bycie pod wpływem środków odurzających, a nawet bez względu na jego wiek (młody czy stary). Napastnik bowiem jest tutaj sprawcą nieporządku i niesprawiedliwości, a przychodzący z pomocą przywraca ów porządek.
A jak to ma się do płodu? Niestety ma.

Płód jako nieświadomy napastnik

Jakkolwiek rozważanie tego typu sugestii wydaje się absurdalne, to niestety okazuje się, że czasami ciąża przynosi zagrożenie życia matki (i maluszka w jej łonie). Jak już pisałem nie jestem lekarzem, więc mogę bazować tylko na ograniczonych informacjach medycznych dostępnych dla amatorów. Jakie więc są stany zagrażające życiu? Według Global Burden of Disease for the Year 2001, WHO 15% zgonów kobiet w ciąży związane jest z stanem przedrzucawkowym lub rzucawką ciążową. Nie ma niestety skutecznego zapobiegania i leczenia tego zaburzenia, jako że patomechanizmy są nieznane. Jedyną ochroną życia w tym wypadku jest wcześniejsze rozwiązanie ciąży (za dr n. med. Andrzejem Baczem). Pół biedy, gdy płód jest na tyle dojrzały, że można go bezpiecznie wyjąć. Ale gdy jest niedojrzały, choć możliwe jest podtrzymywanie sztuczne jego życia w inkubatorze, to dzieci takie cierpią na ciężkie powikłania, jak upośledzenie umyslowe w stopniu głębokim czy nowotwory. Czy w takim wypadku słuszne byłoby pozwolenie aby Bóg zabrał do siebie maluszka? Czy jeśli wymaga się od kobiety, aby poddała się opiece bożej czekając na śmierć, to czy nie można tego samego zrobić z zbyt wczesnym wcześniakiem? Postęp medycyny i techniki sprawił, że dziś przy życiu można utrzymać każdą tkankę, nawet trupa. Pytanie tylko po co? I czy nie jest to uporczywe i uciążliwe przedłużanie agonii? Czy nie jest to także w jakimś tam stopniu sprzeciwienie się woli bożej? Przypominam, że gdy umierał Jan Paweł II, poprosił on o odłączenie siebie od urządzeń podtrzymujących życie.

Inne zagrożenia życia płyną z krwawień wewnętrznych, pęknięcia macicy, ciąży pozamacicznej, czy nowotworów złośliwych (więcej info np. w Stany zagrożenia w położnictwie, prof. dr hab. n. med. Ewa Maryzner-Zawadzka). W tym ostatnim wypadku jest tak, że nie można zastosować żadnego leczenia w postaci chemioterapii czy radioterapii, więc kobieta i jej płód może nie doczekać do porodu (nawet przedwczesnego), a nawet gdy wyjmie się przez cesarskie cięcie wcześniaka, to zazwyczaj ma on w sobie już migrujące komórki rakowe. Nie da się więc uratować dziecka nawet poświęcając życie matki. Czasami to płód jest źródłem nowotworu złośliwego i jeśli w porę się go nie usunie, to umrze i matka, i zdeformowany płód. W czasie ciąży zachodzi zjawisko tzw. mikrochimeryzmu, tzn. komórki płodu przenikają przez łożysko do ciała matki. Gdy płód jest zdrowy, to komórki te są błosławieństwem i mogą naprawiać uszkodzenia w ciele kobiety nawet wiele lat po porodzie. Ale gdy są to komórki nowotworowe, to mogą ulec metastazie (uzłośliwieniu) i zamiast naprawiać atakują różne narządy. Następują wiec przerzuty, a na to medycyna nie zna ratunku. Czasami bowiem jest tak, że z zygoty nie formuje się piękny dzidziuś, ale tzw. potworniak (teratoma), który medycyna nawet nie uznaje formalnie za płód, ale za nowotwór mimo, że wygląda to nierzadko jak maluśkie dziecko. Dawniej, gdy nie było badań prenatalnych kobiety po prostu albo umierały, albo rodziły te twory człekopodobne. Mogą one bowiem mieć tułów, nóżki i rączki oraz bezoczoną głowę, tyle że brak serca, płuc, brak mózgu i innych narządów. Czytelnik zainteresowany tematem sam poszuka sobie w internecie fotografii. Nie potrafię w 100% jednoznacznie odpowiedzieć, czy Bóg implantuje duszę do tego ciała, które posiada krew.

Dochodzimy tutaj do kwestii kolizji wartości i przykazań.

Kolizja przykazań i wartości. Dwa testamenty, dwie przeciwne zasady.

Zanim odniosę ten wątek do kwestii aborcji, rozpocznę rozważanie takim oto przykładem. Wyobraźmy sobie scenkę domową. Siedzi rodzinka w domciu przed telewizorem w niedzielę. Nagle dzwoni dzwonek do drzwi. Ojciec mówi do swego dzieciaka: "Idź otwórz drzwi, ale gdy o mnie zapytają, powiedz, że mnie nie ma". Mamy tutaj klasyczny dylemat moralny. Jest to dylemat moralny poważny, ponieważ zgodnie z prawem mojżeszowym dzieciak powinien mówić prawdę i jednocześnie być posłuszny rodzicom. Za nieposłuszeństwo była przewidziana sankcja w postaci kary śmierci (Pwt. 21,20-21). Zgodnie z filozofią starego testamentu, cokolwiek dzieciak by wybrał, ściągnał by na siebie przekleństwo-potępienie i wypadłby z zbawienia. Nowy testament jednakże zasadza się na innym fundamencie, fundamencie ofiary przebłagalnej Chrystusa za grzechy, a więc łaski oraz sądu na podstawie intencji czynu, a nie samego czynu. Tak więc w nowym przymierzu - chrystusowym cokolwiek dzieciak zrobi, będzie mu to poczytane za spawiedliwość. Jeśli wybierze kłamstwo, ale względu na posłuszeństwo rodzicowi, będzie to sprawiedliwość. Jeśli sprzeciwi się rodzicowi i powie prawdę, również postąpi właściwie i będzie mu to poczytane za sprawiedliwość. Jeśli w ogóle zbuntuje się i nic nie zrobi z uwagi na namawianie do kłamstwa, również postąpi właściwie. To jest jedna z podstawowych różnic między starym przymierzem a nowym - chrześcijańskim.

Jak to się ma do kwestii przedstawionej powyżej, czyli aborcji? Otóż w poprzednim paragrafie naszkicowałem właśnie pewien dylemat moralny w sytuacji, gdy stajemy przed dylematem, które życie uratować. Czy uratować matkę (i potencjalnie też dziecko) albo tylko dziecko (lub potencjalnie nikogo). Następuje więc kolizja celów, przykazań i wartości. W mojej opinii nie dobrze by się stało, gdyby prawo nakazywało kobiecie jakąś tylko jedną opcję; czy to usunięcie płodu, czy też zabronienie usunięcia płodu. To jest kwestia moralna, która powinna być przede wszystkim rozważona przez samą kobietę. Ale jeśli kobieta dokona wyboru, kierując się miłością, dokona wyboru słusznego. Tak więc, jeśli jest już matką dziecka urodzonego i w ciązy z tym, które zagraża jej życiu, to jeśli ze względu na najwyższe dobro (miłość do) dziecka urodzonego i dobro męża zdecyduje się uratować swe życie, postąpi słusznie. Jeśli natomiast wybierze zamiast pierwszego poddanie się opiece Boga (w imię miłości do Niego) oraz Jego woli zabrania jej i jej dziecka na drugi świat, to również postąpi słusznie. Nie ma na dobrą sprawę żadnego przykazania, które zakazywałoby czynienia dobra w imię miłości.

Mr 12:31 "Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych."

1 Ptr 4:8 "Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów."

Ga 5:22-23 "Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,
łagodność, opanowanie. Przeciw takim /cnotom/ nie ma Prawa.
"

W starym testamencie, choć prawo było jednoznaczne i bardzo surowe, Bóg raz za razem pokazywał na przykładach różnych postaci, że mimo iż łamały formalnie najbardziej zasadnicze przykazania, to on je usprawiedliwiał, a gdy trzeba i wybaczał. Widzimy to na przykładzie chociażby córek Lota, Tamar czy choćby Kaina. Dlaczego? Bo Duch boży bada zamysły serca (1 Kron. 28,9), czyli intencje czynów, ale i okoliczności. I tu dochodzimy do następnej kwestii.

Nie osądzaj po pozorach

Zacznijmy od takich wersetów:

Iz 11:3 "Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek

Jn 7:24 "Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, lecz wydajcie wyrok sprawiedliwy."

Dla człowieka posiadającego żywą wiarę i relację z Chrystusem, ten ostatni werset słów Chrystusa z ewangelii wg św. Jana jest wystarczającym rozkazem i nie wymaga komentarza. Ale na wszelki wypadek wytłumaczę, jak jak go osobiście rozumiem i stosuję. Otóż, według mnie, na podstawie filmu czy obrazu, który widzę swymi oczami nie wolno mi mówić, że ktoś złamał jakieś przykazanie nawet jeśli zachowanie tej osoby wydaje się stwarzać takie wrażenie. Zobaczmy to na konkretnym następującym przykładzie. Kobieta, w dodatku zamężna, idzie do ginekologa. Ten, nie będąc jej mężem, każe się jej rozebrać do naga, następnie maca jej piersi, wkłada palce w pochwę itd. Gdyby ktoś postronny i niedouczony zobaczył, jak obcy facet zagląda w łono mężatce z rozłożonymi i wyciągniętymi do góry nogami mógłby oskarżyć tą parę o cudzołóstwo. Nie spotkałem się jeszcze z nauczaniem współczesnych kościołów, które mówiłoby, że to jest cudzołóstwo i mężczyzna ten oraz kobieta powinni się wyspowiadać i nie dopuszczać się tego grzechu więcej. Dlaczego? Nie dlatego, że nie ma tutaj stosunku seksualnego. Oprócz zakazu obcowania cielesnego z cudzą żoną (Kpł. 18,2), w moralnej cześci prawa mojżeszowego istnieje zakaz samego "odkrywania nagości kobiety" (Kpł. 18,17). Formalnie rzecz biorąc ten mężczyzna zwyczajnie łamie literalnie rozumiane prawo mojżeszowe, ale i prawo NT. Tak więc dlaczego ginekolog i mężatka nie są oskarżani o cudzołóstwo? Chodzi tu właśnie o intencje czynu. Ginekolog nie erotyzuje tutaj, ale dokonuje badania lekarskiego, którego celem jest albo zapobieżenie ciężkim nawet śmiertelnym chorobom, albo właśnie diagnozowanie i leczenie takiej choroby. Działa on więc tutaj z postawy miłości bliźniego. Dlatego taki doktor Chazan, ginekolog, zagorzały aktywista antyaborcyjny ruchu pro-life, nie musi rezygnować ze swej profesji ani się z tego spowiadać. Można by podać wiele innych przykładów, np. kłamanie hilterowskim żołnierzom w celu uratowania życia ukrywanym Żydom. Generalnie rzecz biorąc wszystkie przykazania, poza pierwszym z dekalogu "Nie będziesz mieć innych bogów oprócz Mnie" mają swoje wyjątki.

Wspomniałem w paragrafie poprzednim, że już tego typu postawy widzimy w starym testamencie. Weźmy na przykład Tamar, której historii większość nawet wierzących nie zna, zna za to odprysk tej historii pod imieniem Onan. Owa kobieta, by wypełnić prawo lewiratu tj. spłodzić swemu zmarłemu bezdzietnie mężowi potomka, przebrała się za prostytutkę świątynną i odbyła stosunek seksualny nie z jej mężem za koźlątko. Popełniła czyn surowo potępiony i karany przez Boga. Mimo to Bóg ustami jednej z postaci stwierdza, że jest ona prawa (Rdz 38). Podobną sytuację mamy z córkami Lota, które upiły swego ojca i spłodziły z nim potomstwo. Mimo złamania bezwzględnego zakazu przeżyły, a z ich potomstwa w dalszym pokoleniu przyszli na świat Dawid i Salomon.

Stąd też płynie dla nas kolejna nauka, że przestrzeganie przykazań bożych nie musi się odbywać przez skrajny rygoryzm i bezmyślność. Czasami, choć nie zawsze, są inne ważniejsze wartości, niż zakazy wyrażone w przykazaniach. W tych okoliznościach, aby ocenić postępowanie kobiety dokonującej aborcję, trzeba obowiązkowo ją się spytać, dlaczego to robi. Stwierdzenie samego aktu tutaj, w moim przekonaniu, nie wystarcza.

Łaska Boga i jego miłosierdzie, czyli o tym jak pewne rzeczy są ważniejsze niż formalne nakazy i zakazy.

O łasce i miłosierdziu bożym będę mówić w kilku paragrafach z uwagi na wieloaspektować tego zagadnienia. W tym miejscu chciałbym poczynić takie pierwsze spostrzeżenie, które znane było już starozytnym Żydom, faryzeuszom.

"Ktoś ujrzał dziecko tonące w rzece i rzekł: Zdejmę tefilin i uratuję je. Zanim to uczynił dziecko utonęło. Ujrzał kobietę tonącą w rzece i rzekł. Nieprzystojnie byłoby patrzeć na nią i ratować ją. Cóż za pobożny głupiec!"
Sotta 21

"Niebezpieczeństwo jest ważniejsze od zakazu."
Chullin 6

"Wielcy Izraela przygotowywali gorące napoje dla chorego nawet w szabat."
Jomma 84

"Życie człowieka należy ratować nawet w sobotę, godny pochwały jest ten, kto czyni to najgorliwiej, i nie potrzeba na to specjalnego pozwolenia sądu. Jakie bywają sytuacje? Ktoś ujrzał dziecko, które wpadło do morza - zarzuca sieci i wydobywa je. Widzi dziecko, ktore wpadło do dołu i zostalo zasypane - odwala ziemię i wydobywa je. Ktoś widzi, że zatrzasnęły się drzwi za dzieckiem - wyłamuje drzwi i wyprowadza je. W sobotę gasi się pożar i pilnuje, by się nie rozprzestrzeniał, a kto czyni to najgorliwiej, godzien jest pochwały i nie potrzeba na to pozwolenia sądu."
Jomma 84

Tutaj należna jest informacja, że w prawie mojżeszowym szabat był ujęty w sposób restrykcyjny. Zakazywano nie tylko pracy, ale wszelkiego działania mającego znamiona trudu, również przyrządzania posiłków dla ludzi i zwierząt, a karą za jego złamanie była śmierć. Przykazanie szabatu było jednym z największych, równym co do wagi przykazaniu - nie morduj. Do przedstawionej wyżej żydowskiej, hillelickiej tradycji nawiązuje sam Jezus Chrystus, gdy napotkał faryzeuszy z szkoły szamaickiej, szkoły interpretującej prawo mojżeszowe literalnie, formalistycznie.

Mt 12:7-14
"7. Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych.
9. Idąc stamtąd, wszedł do ich synagogi.
10. A [był tam] człowiek, który miał uschłą rękę. Zapytali Go, by móc Go oskarżyć: Czy wolno uzdrawiać w szabat?
11. Lecz On im odpowiedział: Kto z was jeśli ma jedną owcę, i jeżeli mu ta w dół wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyciągnie jej?
12. O ileż ważniejszy jest człowiek niż owca. Tak więc wolno jest w szabat dobrze czynić.
13. Wtedy rzekł do owego człowieka: Wyciągnij rękę. Wyciągnął, i stała się znów tak zdrowa jak druga.
14. Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić."


Stanowisko Jezusa Chrystusa jest dla mnie tutaj czytelne i jasne. Złamanie nawet wielkego przykazania, gdy trzeba człowiekowi pomóc jest dopuszczalne. Z jednym zastrzeżeniem - nie robi się tego dla zaspokojenia czy pobłażania czyimś żądzom, zachciankom, ale z miłości i dla dobra także w wymiarze moralnym i duchowym. W odniesieniu do przerwania ciąży, wydaje mi się i jestem co do tego głęboko przekonany, że gdy zachodzi konieczność ratowania życia, można poświęcić życie płodu dla ratowania życia matki, podobnie jak można poświęcić życie matki dla ratowania życia płodu. Decyzja jednak powinna zostać w gestii matki w pierwszym rzędzie, a jej rodziny - w drugim. Posłowie czy aktywiści są ostatnią instancją, która może cokolwiek tutaj się wypowiadać.

Ofiara przebłagalna Jezusa Chrystusa za grzechy przed nawróceniem i po nawróceniu

Ofiara Chrystusa jest jednym z najwazniejszych aspektów bożej łaski i miłosierdzia dla człowieka. O tym, że śmierć na krzyżu jest ofiarą przebłagalną za grzechy informuje nas szereg listów. Stare przymierze mojżeszowe oparte było o zasadę przekleństwa i braku miłosierdzia.

Hbr 10:28 "Kto przekracza Prawo Mojżeszowe, ponosi śmierć bez miłosierdzia na podstawie [zeznania] dwóch albo trzech świadków.

Nowe zaś przymierze:

1 Jn 2:2 "On [tj. Chrystus] jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata."

1 Jn 4:9-11 "W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
10. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
11. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować."


Ofiara ta nie ogranicza się do grzechów popełnionych przed nawróceniem. Chociaż, ten kto jest z Boga nie grzeszy, w sensie że nie jest już niewolnikiem grzechu (1 Jn 3,9), ale nie oznacza to, że nie zdarzają się wierzącemu przekroczenia przykazań.

Jk 3:2 "Wszyscy bowiem często upadamy." - mówi apostoł a Jan mu wtóruje:

1 Jn 2:1 "Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego.

Jk 5:15-16 "A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone.
16. Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego."


Ostatni fragment jest co prawda wypowiadany w kontekście uzdrawiania chorych, ale nie jest żadnym błędem odniesienie go do przypadków poza medycznych. Ich podstawą i wspaniałym uzupełnieniem jest przypowieść o synu marnotrawnym, opowiedziana przez Pana Jezusa. Oto skrót tej przypowieści.

Łk. 15:11-32 - Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek.... Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie...Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.

Bóg zachęca człowieka do świętości:

Kpł 11:44 "Ponieważ Ja jestem Pan, Bóg wasz - uświęćcie się! Bądźcie świętymi, ponieważ Ja jestem święty!"

1 Ptr 1:15-16 "ale w całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty."

Ale owo wezwanie do świętości nie oznacza, że chrześcijanin ma dostać bzika na punkcie przykazań. Bóg oczekuje, że gdy nastąpi grzech człowiek, jak owy syn marnotrawny, przyjdzie do niego i przyzna się do błędu. Jest to wyraz pokory i umiejętności stanięcia i życia w prawdzie przed sobą, Bogiem i innymi ludźmi. I takich pokornych Bóg przyjmuje z otwartymi ramionami i przywraca do łask. Aby właśnie zapobiec obsesji, bzikowi została ustanowiona spowiedź, która w pewnych kościołach jest nazywana sakramentem. Najgorsza jest sytuacja, gdy ktoś trwa w grzechu uparcie, mówiąc że nic się nie stało.

1 Jn 1:8-10 "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.
Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.
Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki."


Pozostaje jeszcze kwestia tego, które grzechy są odpuszczane, a które nie. Zgodnie z moją wiedzą jedynym grzechem nie odpuszczalnym jest błuźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu. Czyli mowa przedstawiająca w fałszywym uwłaczającym świetle Ducha.

Mt 12:31-32 "Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.
32. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym."


Wśród tych każdych grzechów odpuszczalnych są zarówno cudzołóstwa, kazirodztwa, współżycie z zwierzętami, homoseksualizm, jak i terroryzm, i ludobójstwa. Aborcja nie jest tutaj żadnym wyjątkiem i również ją owe odpuszczenie obejmuje. Tak więc kobieta, która nawet już po nawróceniu usunęła ciążę, a potem doszła do wniosku sama lub Bóg jej w sumieniu uświadomił, że jednak zrobiła błąd, to nie ma żadnych przeszkód, aby otrzymać odpuszczenie. Innymi słowy, w chrześcijaństwie biblijnym opartym na fundamencie Chrystusa i apostołów jest miejsce na popełnianie pomyłek. I nie jest to bynajmniej żadne rozmiękczanie przykazań czy szerzenie samowoli. Nie jest to przyzwalanie czy namawianie do grzechów lub ich uprawomocnianie.

Gdy zaangażowanie i gorliwość staje się obsesją - obsesja na punkcie wybranych przykazań.

W historii ludzkości Hejlel (Lucyfer) wraz z służącymi mu upadłymi aniołami obrał dwie zasadnicze strategie niszczenia ludzkiej więzi z Bogiem, wiary i zbawienia. Obie zresztą opierają się na kłamstwie jako narzędziu niszczzenia. Pierwsza strategia polega na tym, że rozmontowuje się, anuluje lub rozmiękcza boże przykazania. Druga strategia jest odwrotna do pierwszej; przykazania się mmoży a istniejące tak przerabia i zaostrza, że często stają się one nie do udźwignięcia.

Takim przykładem z pierwszej strategii w naszych czasach jest wyjęcie homoseksualizmu oraz swingowania spod klasyfikacji grzechu. Czynią to zarówno niektóre grupki żydów reformowanych, jak również tzw. "wyzwoleni chrześcijanie" (ang. liberated christians www.libchrist.com). W jaki sposób obchodzą oni jasne i klarowne przykazania? Powiada się, że zakaz pożycia homoseksualnego zawarty jest w księdze kapłańskiej i w związku z tym rzekomo dotyczy tylko kapłanów lewickich. Drugi trik polega na tym, że stwierdza się, że akt seksualny przedmałżeński heteroseksualny jest nierządem. Homoseksualizm również jest nierządem według Nowego Testamentu. A ponieważ sakrament małżeństwa ma oczyszczać i uświęcać akt seksualny z nierządu, więc również oczyszcza automatycznie akt homoseksualny czyniąc go w obrębie małżeństwa świętym. Omówienie tej problematyki wykracza poza ramy tego opracowanka, dlatego uczynię tylko wzmiankę, że cała ta konstrukcja o oczyszczaniu przez sakrament aktu seksualnego heteroseksualnego i homoseksualnego z nierządu jest fałszywa. Zaprzecza jej sam Chrystus, omawiając to zagadnienie przy rozważaniu sprawy rozwodów.
A jak omiają te grupy kwestię cudzołóstwa? Dla wyjaśnienia swingowanie to nic innego jak wymiana par, "wypożyczanie" swej żony (czy też męża) cudzemu mężczyźnie czy też innej parze małżeńskiej. Uzasadniają oni to w ten sposób, że cudzołóstwo rzekomo ma miejsce tylko wtedy, gdy dochodzi do pożycia wbrew woli męża. Widzimy więc na tych przykladach w całej pełni na czym polega unieważnienianie oraz rozwadnianie przykazań.

Zajmijmy się teraz drugą strategią, która paradoksalnie jest najbardziej niebezpieczna ze wszystkich znanych. Jest najniebezpieczniejsza zarówno dla pojedynczego wierzącego, jak i całej wspólnoty kościoła. Jest także niebezpieczna dla społeczeństwa i państwa, i może w skrajnych warunkach prowadzić do wojen, rzezi, obozów zagłady itd. Ponieważ jest to strategia wymyślna, podstępna i wyjątkowo niszcząca, pozwolę sobie poświęcić temu troszkę więcej miejsca.

Strategia ta zasadza się na wykorzystaniu zdrowej gorliwości wierzącego do tego, by wzrastać duchowo i coraz bardziej dążyć do świętości i lepszej więzi z Bogiem. Gorliwość ta zostaje zamieniona w patologiczną pedanterię i perfekcjonizm. Przesuwa ona na bok w świadomości i teologii łaskę bożą oraz możliwość popełniania pomyłek i spowiedzi. Przyjrzyjmy się, jak przed tym przestrzegał apostoł Paweł i sam Chrystus. W tym fragmencie posłużę się przekładem Nowej Biblii Gdańskiej, bo uważam, że pewne aspekty tekstu greckiego lepiej oddaje w naszym języku.

Kol. 2:18-23 "18. Niech was nikt nie odsądza od nagrody, mając upodobanie w pokorze oraz kulcie aniołów, których będąc wtajemniczonym nie zobaczył. Więc bez powodu daje się nadymać pychą z myśli swojej osobowości opartej na cielesnej naturze;
19. a nie trzyma się silnie głowy, Chrystusa, z powodu którego całe ciało rośnie wzrostem Boga, zaopatrywane i zespalane poprzez stawy, i więzi.
20 Jeśli zatem, umarliście z Chrystusem z dala od żywiołów tego świata, dlaczego podobnie jak żyjący w świecie poddajecie się jakiemuś nakazowi:
21. Nie miej do czynienia, nie doświadcz, ani nie dotknij.
22. To wszystko, co istnieje według przykazań i nauk ludzi w użyciu jest na zgubę.
23. Zaiste, te zasady, które mają podstawę uczoności w dobrowolnie obranym kulcie, pokorze i bezlitosnym traktowaniu ciała nie mają żadnej wartości, oprócz nasycenia cielesnej natury."


Fragment ten jest niezwykle trudny dla tłumaczy, stąd wiele różnych jego odmian. Warto byłoby w tym miejscu porównać inne przekłady. W innych przekładach czytamy w miejscu pokory o "uniżaniu siebie", "poniżaniu siebie". Czytamy też o "kulcie własnego pomysłu". Wspólnym mianem jest pycha. Fragment ten mówi, że pewni ludzie tworzą sobie nowe reguły, jakby nowe przykazania, które mają "pozór mądrości", zapewne więc i pozór pobożności. Osoba taka jest z siebie zadowolona, że robi więcej niż "letni" chrześcijanin. Uważa siebie za oświeconą, wyedukowaną, posiadającą "jedyną prawdziwą żywą wiarę". Jest przekonana o wyjątkowości i dużym znaczeniu własnej osoby. Często oczekuje również od Boga specjalnej nagrody za to, że rezygnuje z pewnych bożych darów (np. dar pokarmów mięsnych, piękna, seksualności, małżeństwa). Osoba taka jest wrażliwa na cudze opinie. Najpierw jest przewrażliwiona na krytykę pod swoim adresem. Potem nie jest w stanie znosić samej świadomości, że ktoś ma inne zdanie na dany temat o jeden milimetr w lewo lub w prawo. To jest jakby pierwszy etap. Gdy degradacja duchowa postępuje dalej, taki ktoś staje się zarozumiały, wynosi się nad innych, jest pyszałkiem, odnosi się z lekceważeniem, a potem z arogancją, a nawet pogardą i nienawiścią (silną niechęcią) do innych braci w wierze, którzy nie stosują się do jego przykazań. Gdy stan ten dalej postępuje, owy perfekcjonizm prowadzi do bałwochwalstwa, o czym napiszę w następnym paragrafie. Poniżej przytaczam wypowiedzi Pana Jezusa, które moim zdaniem, nawiązują do owego kultu własnego pomysłu:

Łk 11:44-46 "44. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą.
45. Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz.
46. On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie."


Mt 23:13-14 " 13. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą.
14. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami."


Podobny ton widzimy w ustach św. Piotra, skierowany do nadgorliwców chrzescijańskich:

Dz 15:10-12 " 10. Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać.
11. Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni.
12. Umilkli wszyscy, a potem słuchali opowiadania Barnaby i Pawła o tym, jak wielkich cudów i znaków dokonał Bóg przez nich wśród pogan."


Widzimy więc wszystkie cechy kultu własnego pomysłu:
1. opiera się on na mnożeniu przykazań i czasami nawet udawaniu, że są to boże przykazania.
2. opiera się on na zaostrzaniu przykazań do form, których nikt nie jest w stanie udźwignąć bez poniesienia szkody.
3. opiera się on na zarozumialstwie i pysze, niezdolności do przyjmowania zdrowej krytyki czy konfrontacji z cudzym odmiennym stanowiskiem.
4. opiera się on na próbie narzucania tych zasad innym i dezaprobacie dla mniej fanatycznych.
5. pomija lub umniejsza rolę łaski.
5. powoduje szkody u osób, które się do tych przykazań stosują, włącznie z utratą zbawienia.
6. często towarzyszy temu obłuda - narzuca się przestrzeganie tych reguł podopiecznym, ale guru sam ich nie zachowuje.

A teraz pokażę na przykładach, jak diabeł zastosował i stosuje nadal tą strategię w społeczności wierzących.

Oto kult własnego pomysłu staje się niebezpieczny, a nawet bałwochwalstwem.

Aby zrozumieć ten paragraf, powinniśmy wspólnie zastanowić się czym jest bałwochwalstwo. W ujęciu starotestamentowym był to kult religijny postaci innych niż Jahwe, a wiec bożków lub przedstawień w postaci figur, rzeźb, malunków, które miały symbolizować te bóstwa. Nowy testament znacząco zmienia tą definicję, rozszerzając ją na aspekty inne niż kult demonów i/lub dzieł rąk ludzkich. Spójrzmy, jak to ujmuje apostoł Paweł:

Ef 5:5 "O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec - to jest bałwochwalca - nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga."

Mamy więc sugestię, że chciwość, ale i nieczystość czy rozpusta mogą być formą bałwochwalstwa. Nie jest to jakaś nowinka czy alegoria apostoła. To jawna kosekwencja nauczania samego Jezusa Chrystusa. Gdy Pan Jezus polecił sprzedać cały majątek pobożnemu Żydowi i rozdać ubogim, ten odszedł zasmucony:

Mt 19:21 "Jezus mu odpowiedział: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!"

Ten tekst jest wielowymiarowy. Z jednej strony pokazuje, że przywiązanie do pieniędzy może stanowić przeszkodę w relacji z Bogiem, z drugiej strony widzimy, że owy pobożny Żyd chciał być "doskonały", a więc jeśli już nie kroczył, to zbliżał się do tej niebezpiecznej ścieżki opisanej w poprzednim paragrafie. Nawet miłość do swoich członków rodziny może być przeszkodą w relacji z Bogiem, co pokazuje inny werset:

Łk 14:26,33 "Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem.
Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. "
.

Jedna uwaga do tego tekstu. Słówko "nienawidzieć" pochodzi z greckiego miseo, które jest wyrazem porównawczym i znaczy "kochać mniej niż" lub "znosić kogoś mniej niż" (Strong 3404). Te z pozoru dziwne wymagania po prostu ustanawiają prawidłową hierarchię w życiu wierzącego. Na pierwszym miejscu, centralnym i najwyższym, ma być Bóg. Jeśli cokolwiek w to miejsce wchodzi staje się bałwochwalstwem. Jak więc wygląda pełna hierarchia ważności i wartości? Oto ona.

1. Trójjedyny Bóg na najwyższym i centralnym miejscu; uznanie, przyjęcie i wyznanie przed ludźmi Chrystusa jako własnego Pana i Zbawiciela.
2. Boża łaska i miłosierdzie, będące wyrazem miłości, objawiające się w postaci przebaczania grzechów przeszłych oraz przyszłych (ofiara i spowiedź).
3. Łaska i miłosierdzie wierzących, jako wyraz miłości do Boga i do bliźniego, przejawiająca się w pomocy potrzebującym (w tym ubogim), w niesieniu ich krzyża oraz w odpuszczaniu grzechów tym, którzy nas skrzywdzili.
4. Pokora i życie w prawdzie, jako droga do eliminowania z niego grzechów oraz wykształcania cnót: wzrost wiary i duchowości w modlitwie.
5. Przykazania pozytywne.
6. Przykazania negatywne (te sześć stanowi razem konstrukt zdrowej pobożności).
7. Stosowanie się do bożych rad i wskazówek innnych niż przykazania (to jest gorliwość i pietyzm).
8. Obrzędy religijne (to jest przejaw religijności).

Jeśli ktoś wprwoadzi cokolwiek na pierwsze miejsce, nawet jeśli byłaby to miłość do krewnych lub do samego Boga, taka wiara i kult staje się bałwochwalstwem. Jeśli ktoś namiesza w kolejności puntków 2-8 lub któryś z nich usunie bądź zaneguje to jego teologia i wiara staje się zdeformowana i najczęściej prowadzi do potępiania niewinnych i podziałów.

Mamy w historii chrześcijaństwa, ale i judaizmu wiele licznych przykładów przekształcenia gorliwości w perfekcjonizm, zdrowego kultu w kult własnego pomysłu, który wyewoluował ostatecznie w mające pozory pobożności bałwochwalstwo. Pokażę tutaj tylko dwa wymowne przykłady.

Takim już historycznym przykładem skrajnej deformacji wiary i kultu był kult chrystusowego napletka. Dyskusyjny i kontrowersyjny sam w sobie kult relikwii stał się w pewnych lokalnych kościołach i klasztorach tak istotny, że przeobraził się do kultu bałwochalczego. Mianowicie, rzekomą relikwię napletka Jezusa Chrystusa, rozdzielono na co najmniej czternaście kościołów. Obnoszono te relikwie, jako ciało boże, podobnie do hostii, nakazując wiernym oddawanie temu czemuś czci, jak samemu Bogu. W ten sposób kult Jezusa Chrystusa przrodził się w bożkowaty kult pomarszczonego fragmentu siusiaka nieznanego oseska. W 1900 roku Watykan zabronił tego kultu i poczynił wiele wysiłków, aby wytrzeć z kart historii fakt jego istnienia. Ale parafia w Calcacie jeszcze przez następne 83 lata od czasu do czasu wystawiała do kultu relikwię na widok publiczny.

Drugim wymownym przykładem jest to, co stało się z etyką seksualną. Mimo, że człowiek jest w tej sferze bardzo pomysłowy, o czym świadczy wykaz prawie 600 parafilii, to Bóg zdecydował się zakazać zaledwie kilkanaście szczegółowych przypadków. Chrześcijaństwo jednak, stykając się z pogańskimi filozofiami orfizmu, zbudowało owy kult własnego pomysłu. Rozbudowano katalog grzechów seksualnych do skali, którą dzisiaj nawet nam trudno sobie wyobrazić. Wszystkie trzy nurty chrześcijaństwa, tj. katolicyzm, prawosławie i protestantyzm padły ofiarą etyki gnostyczno-manichejskiej, a pewne elementy tej etyki są nauczane do dziś. Żeby uzmysłowić sobie skalę rozbudowy katalogu zachowań seksualnych napiszę o dwóch moralistach i ich dziełach, które stanowiły ukoronowanie rozwoju myśli w tym obszarze. Kazuista Antonius Diana w godnej objętościowo Lenina rozprawie pt. "Resolutiones Morales" omówił ponad 20 tys. grzechów seksualnych. Ale to nie on jest rekordzistą. Jest nim św. Alfons Liguori (ur. w 1696 r.) - założyciel zakonu redemptorystów. Papież Pius VII beatyfikował go w 1816 r, Grzegorz XVI — kanonizował w 1839 r., Pius IX - podniósł do rangi Nauczyciela Kościoła w 1871 r., a w 1950 r. Pius XII ogłosił patronem spowiedników i moralistów. Liguori na podstawie ponad 800 moralistów katolickich napisał sześciotomowe dzieło Theologia moralis, które zawiera ok. 100 000 kazusów seksualnych. Za to dzieło właśnie został on beatyfikowany i uczyniony Doktorem Kościoła. Jego Theologia Moralis była obowiązującym podręcznikiem dla katolickich spowiedników, aż do lat 90. XX wieku, gdy wprowadzono nowy podręcznik zgodny z duchem soboru watykańskiego II. Choć prawosławie i protestantyzm nie miały aż tak szczegółowych list grzechów seksualnych, to ich etyka była nie mniej ostra. Wszystko, nawet płodzenie potomstwa z uczuciem przyjemności było grzechem. Kult dziewictwa przedmałżeńskiego, jak również abstynencja seksualna wewnątrzmałżeńska, to było jądro tegoż kultu własnego pomysłu. Prawie cała moralność kręciła się wokół tych kwestii, mimo że w XIX wieku szerzyły się inne grzechy jak spirityzm, wróżbiarstwo, okultyzm, wyzysk, gwałty, wojny rabunkowe itd. Judaizm również napłodził mnóstwo przykazań. Według niektórych Talmud ma 8 tysięcy przykazań choć tylko drobna ich część dotyczy sfery seksualnej. Chrześcijaństwo przebiło judaizm tworząc dziesięć razy więcej przykazań tylko dotyczących seksu. Tyle, że judaizm w starożytności, ale i obecny rozróżnia przykazania Boga (mitzvot) od przykazań ludzkich (takanot), tymczasem w chrześcijaństwie jest to wszystko pomieszane i poplątane, i wszelkie pomysły czy wymysły księży, biskupów, pastorów pojawiają się jako "boże przykazania". "Bóg chce, abyś z płcią przeciwną kontaktował się możliwie rzadko" albo "Bóg żąda, abyś nie używał antykoncepcji" - to typowe zdania, które można było słyszeć z kazalnic czy przeczytać w tekstach chrześcijańskich, gdy przedstawiano owe ludzkie przykazania. Kult własnego pomysłu udaje więc świętą pobożność i czasami tak silnie koncentruje się na wybranych aspektach, że usuwa w cień nawet samego Boga, jego nauczanie i łaskę, stając się tym samym pozornie pobożnym bałwochwalstwem.

Niech to będzie więc dla nas wszystkich cenna lekcja. Kwestia aborcji to dopiero szósty niższy poziom w tej hierarchii ważności, która została wyłuszczona. Jeśli komuś się wydaje, że jest to kwestia najważniejsza w żyiu społecznym, kościelnym i osobistym, to najprawdopodobniej zaszedł w swej wierze na manowce.

I współżycie stało się morderstwem.

Zwolennicy uznania człowieka od poczęcia winni zmierzyć się z pewnymi dość trudnymi i gorzkimi faktami. Otóż niestety nie jest tak, że każde zapłodnione jajo rozwija się do stadium umożliwiającego zagnieżdżenie się w macicy. A nawet, gdy już zarodek dojrzeje do tej fazy i zagnieździ się w macicy, to niestety nie oznacza jeszcze, że układ odporności matki nie unicestwi tego zarodka. Jak możemy zobaczyć w materiałach klinicznych www.advancedfertility.com/implantation u najmłodszych kobiet tj. do 35 roku życia, tylko 37% zapłodnionych jajeczek umieszczonych w ciele kobiety osiąga dwudziestypierwszy dzień życia. Im starsza kobieta, tym niższy ten odsetek, tak że u kobiet 44+ odsetek ten spada do 2,2%. Są badania porównujące metodę in vitro z zapłodnieniem naturalnym. Wynika z nich, że w najstarszych grupach wiekowych skuteczność rozwinięcia się jaja do płodu jest maksymalnie trzykrotnie wyższa, niż w wymienionych danych, czyli ledwo przekracza 6%. Ale w młodszych grupach wiekowych różnice są marginalne. Samo utworzenie się płodu nie o znacza, że ciąża się donosi. Niestety nie. O ile u najmłodszych kobiet ok. 8% ciąż ulegnie poronieniu, to u kobiet 44+ ok. 40% ciąż będzie donoszona. www.advancedfertility.com/age-miscarriage Te fakty mają poważne implikacje natury prawnej, moralnej, teologicznej i społecznej.

Tłumacząc te odsetki na ludzki język, u kobiet w wieku 44+ na 100 zapłodnionych jajeczek najwyżej 3 zostaną przekształcone w pięknego dzidziusia lub w chore dziecko, lub w potworniaka. Reszta zostanie abortowana przez organizm matki. Ale nawet u kobiet młodszych niż 27 lat mniej niż połowa jajeczek zostanie przekształcone w urodzone dziecko. I oto mamy najważniejsze problemy. Wiemy, że w kościele rzymskokatolickim małżonkom nie wolno stosować środków antykoncepcyjnych przy współżyciu. Nie wolno również odbywać stosunku bez wytrysku nasienia w pochwie kobiety. Jeśli stało by się inaczej, to katechizm kościoła w artykule 2351 określa takie zachowania mianem rozwiązłości. Jest to tzw. grzech ciężki, skutkujący wiecznym potępieniem, zesłaniem do piekła jeśli za życia para taka nie wyspowiada się. Wziąwszy pod uwagę wysoką utratę zapłodnionych jajeczek, które nie osiągają nawet stadium zagnieżdżenia, w tych warunkach małżonkowie katoliccy dopuszczają się "nieumyślnego spowodowania śmierci" swych nienarodzonych kilkukomórkowych dzieci. Jedynym rozwiązaniem jest tutaj całkowite wstrzymanie się od pożycia seksualnego, rezerwując je tylko do płodzenia potomstwa. Ale nawet proces płodzenia potomstwa jest obarczony owym wysokim stopniem utraty nienarodzonych ludzi. Cerkiew prawosławna nie ma aż takich tutaj problemów, ponieważ dopuszcza, podobnie jak protestanci, do stosowania sztucznych środków ochrony przed ciążą z wyjątkiem środków abortujących. Niemniej jednak wszystkie trzy nurty chrześcijaństwa: katolicyzm, protestantyzm, prawosławie, głosząc koncept człowieka od poczęcia, mają problem z nieumyślnym masowym powodowaniem śmierci podczas płodzenia potomstwa. Poza tym środki antykoncepcyjne, nawet te o najwyższej skuteczności nie dają stuprocentowej gwarancji zabezpieczenia. Zazwyczaj na tysiąc par współżyjących w ciągu roku dobrych kilkadziesiąt (przy zastosowaniu najlepszych metod zapobiegania) zachodzi w ciążę. Oznacza to w praktyce, że wszystkie wyznania chrześcijańskie powinny namawiać małżonków do całkowitej abstynencji seksualnej. Nota bene, wszystkie środki z wyjątkiem prezerwatywy działają poronnie w tym sensie, że nie dopuszczają do zagnieżdżenia się zapłodnionego jaja w macicy. Część z nich także redukuje prawdopodobieństwo owulacji. Tak czy siak, tylko prezerwatywa jest dopuszczalna w świetle konceptu - człowiek od zygoty. Protestantyzm pierwotny nie dopuszczał aż do XX wieku stosowania żadnych środków antykoncepcyjnych, ani tekże seksu dla przyjemności. Dopuszczalne było tylko spółkowanie dla płodzenia potomstwa. Jest tu wszakże problem, ponieważ w Biblii czytamy:

Prz 5:18-19
"niech źródło twe świętym zostanie, znajduj radość w żonie młodości.
Przemiła to łania i wdzięczna kozica, jej piersią upajaj się zawsze, w miłości jej stale czuj rozkosz!"


1 Kor 7:2-5

"2. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża.
3. Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi.
4. żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona.
5. Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan."


Tak więc albo wóz, albo przewóz. Uznanie zygoty za człowieka powoduje unieważnienie tych dwóch fragmentów Biblii. Co prawda nie są to przykazania, lecz rady, więc formalnie nie są wiążące dla chrześcijan. Ale trudno mi sobie wyobrazić, aby Bóg, ten Wielki Inżynier, który z pewnością znał statystyki utraty niezagnieżdżonych w macicy jajeczek, nakłaniał ludzi do pożycia seksualnego wiedząc, że jest to nieumyślne posyłanie nienarodzonych dzieci na śmierć. Ktoś więc się myli. Albo Bóg, w co wątpię, albo ludzie, którzy wymyślili sobie, że człowiek zaczyna się od zygoty. Cóż więc z tym zrobić?

Jeśli nie ma dziś woli kościelnej by promować abstynencję, to prawosławie i protestantyzm winny namawiać przynajmniej do unikania pożycia dopochwowego. Dotyczy to wszystkich kategorii wiekowych. Sytuacja ta bowiem jest poodobna do brawurowej jazdy samochodem lub nonszalancji robotnika pracującego na wysokościach. W tych wypadkach skutkiem może być śmierć osób trzecich. Takie zachowania w teologii moralnej jednoznacznie są potępione i tak samo powinno być traktowane dopochwowe pożycie seksualne skutkujące śmiercią nienarodzonych, jeśli te kościoły chcą być wewnętrznie spójne w swym nauczaniu moralności. Jeżeli chodzi o kościół katolicki, to nie mam zielonego pojęcia, jak mogą oni wybrnąć z tej sytuacji bez naruszania swej dogmatyki i nauczania.

Bóg jako sadysta i tyran

Kościół katolicki opiera swoją moralność na nauczaniu św. Augustyna (354-430). Ten biskup z Hippony w dialogu z pewnym Żydem głosił, że dzieci, także nienarodzone, które nie zostały ochrzczone trafiają do piekła. Bazuje on m.in. na następującym wersecie:

Mar. 16:16 "Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony"

Jeśli profesor teologii katolickiej ksiądz Hans Kung nie wprowadził mnie w błąd, to taki status potępienia nienarodzonych nieochrzczonych w katolicyzmie trwał co najmniej do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Według tegoż autora w Niemczech instruowano księży, by w chwili zagrożenia ciąży użyć strzykawki z igłą z święconą wodą i ochrzcić tym samym nienarodzone dziecię. Problem w tym, że nawet ten teolog nie uświadomił sobie, iż ksiądz powinien z taką strzykawką latać do swych parafian po każdym ich stosunku seksualnym, by ochrzcić na wszelki wypadek jednokomórkowego człowieka, który najczęściej nie dotrwa nawet fazy implantacji w macicy. Nie wiem, czy coś w tej materii w nauczaniu kościoła katolickiego się zmieniło.

W mojej ocenie taka teologia tworzy obraz Boga sadysty, który tak zaprojekotwał proces rozrodczy, że nawet 99% poczętych dzieci ma rzekomo iść do piekła. Nie daje on nawet im szansy na zbawienie przez chrzest. Tylko czy twierdzenia Augustyna są prawdziwe? Czy zygota jest człowiekiem? Ja uważam, że nie. Więc ten obraz Boga-sadysty jest pokłosiem katolickiej teologii, nie mojej. Ja tutaj to tylko czytelnikowi uzmysławiam.

Protestantyzm współczesny nie twierdzi, że chrzest nienarodzonych jest niezbędnym elementem do zbawienia. Tak więc dzieci trafiają do nieba, a nie do piekła. Odnośnie prawosławia nie wypowiadam się w tej materii, bo niezwykle trudno jest cokolwiek znaleźć w tym temacie na ich stronach internetowych.

Czego brakuje ruchowi pro-life?

Przez całe dziesięciolecia ruch "za życiem" skupiał się niemal wyłącznie na dążeniu do całkowitego zakazu przerywania ciąży przez prawo państwowe oraz surowe karanie sprawców. Temu służyły różnorodne petycje, odezwy, akcje, orędzia, listy pasterskie, homilie etc. Dopiero w ostatnich latach dołączono do tego postulaty pomocy materialnej kobiecie w ciąży i po porodzie. Stało się to chyba na skutek ostrej krytyki ze strony środowisk niekościelnych wytykujących brak zainteresowania życiem narodzonym. I faktycznie, wszedł w życie program "500+". Tylko, że istotą tego programu wcale nie było pochylenie się nad nędznym losem ubogich kobiet i dzieci, ale zastosowano tzw. bodziec ekonomiczny do nakłonienia społeczeństwa do płodzenia większej ilości potomstwa, by zmniejszyć lukę pokoleniową i kłopoty systemu emerytalnego w przyszłości. Świadczy o tym nie tylko treść uzasadnienia do ustawy, ale przydzielenie świadczenia nawet krezusom przy jednoczesnej eliminacji z świadczeń ubogich pracujących. Tyrające w Biedronce ubogie samotne matki z jednym dzieckiem nie "załapią się" na świadczenie.

Wciąż więc kwestia pomocy w utrzymaniu się przy życiu od urodzenia do naturalnej śmierci ludziom ubogim jest niemal nie ruszona. Nic się przez całe lata nie mówiło o osobach na umowach śmieciowych, które nie będą miały emerytury lub renty, gdy stanie się wypadek. Wręcz przeciwnie, tacy celebryci jak Wojciech Cejrowski, Stanisław Michalkiewicz, są zagorzałymi zwolennikami neoliberalizmu, który zakazuje jakiejkolwiek systemowej pomocy osobom ubogim nawet jeśli zakończyłoby się to ich śmiercią. Podobnie zabraniają oni płacy minimalnej, która w obecnym systemie prawnym jest jedynym narzędziem ochorny życia pracownika przed unicestwieniem z niedostatku. Efekt jest taki, że w centralnej bazie ofert pracy dla bezrobotnych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej mamy oferty za 1 złoty na godzinę pracy. Mawet przy trzystu godzinach pracy w miesiącu nie starczy to na zdrowe wyżywienie. Nikt nie składa postulatów skutecznej ochrony prawnej pracowniczego wynagrodzenia. Czy ktoś z czytelników kiedykolwiek słyszał w swoim kościele lub w telewizorze odezwę lub orędzie biskupów wzwywających do ochrony praw pracowniczych i potępiających wyzysk, niewypłacanie wynagrodzeń z taką samą surowością jak w przypadku aborcji? Tymczasem Biblia ponad 260 razy porusza kwestię ubogich, a do ubogich zalicza również niektórych pracowników najemnych. Spójrzmy:

Kpł 19:13 "Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał."

Pwt 24:14 "Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy obcy (...) Tegoż dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem."

Syr 35:21-22 "Nędzny chleb jest życiem biednych, a kto go zabiera, jest zabójcą. Zabija bliźniego, kto mu zabiera środki do życia, i krew wylewa, kto pozbawia zapłaty robotnika."

Ten ostatni werset powinien prawosławne i katolickie ruchy pro-life jak i biskupów tych kościołów nakłonić do gwałtowej odezwy do Parlamentu, rządu, prezydenta i pracodawców. Według raportów Państwowej Inspekcji Pracy z kontroli tzw. przesiewowych (a nie na zgłoszenie) wynika, że nawet cztery piąte pracodawców okrada swych pracowników z jakiejś części należnego im wynagrodzenia.

Prawa pracownicze były obecne w nauczaniu papieży, ale są zbywane milczeniem przez episkopaty. Problem jest również nauczanie, aby nie dawać pomocy żebrakom na ulicy. Oprócz typowych neoliberalnych argumentów słyszy się, że każdy może uzyskać pomoc w stosownych instytucjach. Jest to nieprawda i nauczanie niezgodne z ewangelią. Chrystus wyraźnie mówi, że niech nasza prawica nie wie co czyni lewica w kwestii jałmużny (Mt 6,3). Nie należy bawić się w detektywa, bo to umniejsza chojność. Jak nas ktoś oszuka, to jest jego grzech, nie nasz, bo my czynimy sprawiedliwość. Nie wystarcza dać na tacę, czy 1% podatku na organizację charytatywną. Gdy chrześcijanin osobiście przychodzi z pomocą niewierzącemu, jest jak światłość na tym świecie i ta pomoc potrafi skłonić niewierzącego do przyjęcia Chrystusa (Mt 5,16). Gdy wierzący-ubogi przychodzi na ulicy do chrześcijanina, to przychodzi do niego tak na prawdę sam Chrystus i sprawdzą jego wiarę i jego serce (Mt 25). Gdy taki niby chrześcijanin w porę się nie opamięta i nie zaprzestanie się odwracać plecami lub omijać szerokim łukiem napotykanych potrzebujących, pójdzie w ogień piekielny. Na nic mu się zdadzą pielgrzymki, nowenny, różańce i inne modlitwy oraz tysiące godzin spędzone w kościele, cerkwi czy zborze. Miłosierdzie bowiem jest zasadniczym sprawdzianem wiary wierzącego, sprawdzian nowonarodzenia z Ducha.

Ale to dla ruchu pro-life nie wydają się być istotne tematy. Mają to w nosie. A wszelkie próby wzięcia w obronę ubogich lub pracowników najemnych nazywają szerzeniem socjalizmu czy marksizmu. To właśnie środowisko TV Trwam i Radio Maryja zaprasza do studia neoliberałów, a w kościołach protestanckich od lat nic nie mówi się o prawach pracowniczych nawet w kontekście ochrony życia. Tak więc owa idea ochrony życia jest ograniczona tak na prawdę do wsadzania do więzienia kobiet, które dokonały aborcji....

Co jeszcze brakuje?

Brakuje zdrowego modelu seksualności przedmałżeńskiej. Jest ten model potrzebny, by uchronić nieletnich, ale i pełnoletnich przed nieplanowanymi ciążami. Wiemy, że ani środowiska ateistyczne, ani środowiska kościelne nie radzą sobie z zapobieganiem ciąż przedślubnych nawet u małoletnich. Programy edukacyjne promujące środki antykoncepcyjne, np. takie jak w Wielkiej Brytanii, po prostu są nieefektywne. Również nieefektywne są amerykańskie programy państwowe i kościelne promowania abstynencji seksualnej, nawet w formie złożonej publicznie na stadionie przez młodego człowieka przysięgi, że nie będzie współżył seksualnie do ślubu: CNN: Virginity pledges. Nie działa to w USA i nie działa to także w Brazylii, gdzie porównano młodzież niereligijną, katolicką, tradycyjną protestancką oraz zielonoświątkową odnośnie podejmowania pożycia seksualnego przed ślubem. Zbory zielonoświątkowe mają jedną z najostrzejszych doktryn w całym świecie chrześcijańskim dotyczącą seksualności przedmałżeńskiej. I ta doktryna, co ważne, nauczana jest dokładnie już wczesnej młodzieży. Ale to nie działa, co widać w powyższych badaniach: Pentecostalism and premarital sexual initiation in Brazil. Nie ma istotnych różnic w zachowaniach seksualnych między grupami religijnymi czy niereligijnymi. Ogółem przed ślubem ok. 80% populacji współżyje dopochwowo. A jeszcze wyższy odsetek poddaje się innym czynnościom seksualnym, choć niektórzy nawet nie są świadomi, że uprawiają seks.

Kościół katolicki wprowadza nauki dotyczące regulacji i zapobieganiu poczęć dopiero w ramach nauk przedmałżeńskich, gdy narzeczeni wyznaczyli już datę ślubu. Kościół ten nie udostępnia tej wiedzy zasadniczo parom będącym w niesakramentalnym związku czy osobom samotnym.

Myli się ten, kto sądzi, że współżycie i ciąże przedślubne to efekt naszej współczesnej kultury zanurzonej w rozerotyzowanym otoczeniu. Już bowiem w XVII-XVIII wieku zapiski kościelne Nowej Anglii pokazują, że do 40% młodych panien stawało na ślubnym kobiercu, będąc w ciąży (Courtship and Sexual Freedom in Eighteenth-Century America). A tymczasem w tym okresie historycznym wstępowano w związek małżeński znacznie wcześniej, bo typowo między 11-15 r.ż. Dopiero od XIX wieku zaczęto podnosić stopniowo wiek zdolności do małżeństwa z ówczesnych 11 lat do 18 lat po Drugiej Wojnie Światowej. Według danych GUS co roku w ciążę zachodzi ok. 20 tys. nieletnich dziewcząt, w tym ok. 350 dziewcząt przed 15 rokiem życia. Liczba ta i tak się zmniejszyła w stosunku do lat 90. XX wieku głównie za sprawą mniej licznych roczników.

Kościoły, mimo nieustannych prób i bogatego 1700letniego doświadczenia z zakonów i monasterów, nie wypracowały skutecznej techniki pozwalającej zdrowo pod względem medycznym, psychicznym i duchowym trwać w abstynencji seksualnej. Jedyne, co potrafią zaoferować to albo izolacja od płci przeciwnej, albo zabicie uczuć przez całkowite zapchanie czasu, albo koncentracja na bodźcach seksualnych, by je unikać. Jedyne środowiska, które wypracowały zdrowy model, skupione są wokół SLAA. Ale wiedza ta jest dostępna tylko dla członków tych grup lub osób z nimi współpracujących w ramach innych grup, jak np. DDA. Co więcej model pozwalający nie tylko zdrowo trwać w abstynencji, ale wyzdrowieć z erotomanii, zakłada odrzucenie i walkę z tzw. anoreksją seksualną (będącą również formą erotomanii), która akurat jest nauczana i promowana przez kościoły i wpycha niemałą część wiernych w objęcia uzaleznienia od seksu oraz mnoży ciąże nieletnich.

Praktyczna ochrona prawna życia od poczęcia.

Zbliżamy się już do końca tego opracowania. Pozostało zerknąć na problematykę prawną i ustrojową. Zacznijmy od prześledzenia niektórych możliwych skutków implementacji do prawa państwowego konceptu ochrony życia od poczęcia. Jeśli embrion jest już człowiekiem, to czy to oznacza, że gdybyśmy potrafili wykryć takie cieńsze od włosa mniejsze od ziarnka maku niezagnieżdżone embriony, które opuszczają łono matki, mielibyśmy obowiązek ratować je i wszczepiać kobiecie? Jak by to praktycznie miało wyglądać? Czy każda kobieta współżyjąca musiałaby nosić specjalne podpaski non-stop i zdawać je do zakładu medycyny sądowej? Już dziś funkcjonują przepisy chroniące embriony w metodzie in vitro, mimo że miażdżąca większość z nich nawet wszczepiona bezpośrednio do macicy zostanie po prostu odrzucona przez organizm matki. Być może postęp w technologii umożliwi zbudowanie nanolaboratorium na chipie wszczepianym kobietom do jajowodu i pochwy. W ten sposób istotnie byblibyśmy w stanie stwierdzić moment zapłodnienia. Zgodnie z prawem, zapłodniona komórka jajowa winna otrzymać imię, PESEL i zostać zarejestrowana w Urzędzie Stanu Cywilnego jako nowy obywatel. Jeśli nastąpiłoby poronienie, prokurator w porozumieniu z Zakładem Medycyny Sądowej powinien zbadać czy poronienie było naturalne, czy też kobieta nie przyczyniła się poprzez swoje jakieś zachowanie do powstania śmierci człowieka. A mogłaby się przyczynić przez niedojadanie (anoreksja) lub przejadanie (nadwaga), stresy w pracy, pracę w nocy lub na długich zmianach, nieodpowiednie ubranie przegrzewające ciało, uprawianie sportów, używane leki domowe, trzymanie zwierząt domowych itd. Lista taka byłaby dość długa. Co więcej, trzeba by zabezpieczyć odpowiednie kadry i środki finansowe, bowiem z badań wynika, że 71% osób w wieku 15-49 lat współżyje seksualnie. Oznacza to, że 19,2 mln osób, czyli ok. 10 mln kobiet jest aktywnych seksualnie. Przyjmując, że 20% jest bezpłodna oraz 60% zapłodnień kończy się poronieniem, mamy niebagatelny wynik 4,8 mln poronień, przyjmując, że kobieta zachodzi tylko raz w roku w ciążę. Gdyby przyjąć 12 razy w roku, liczba ta przekracza wtedy 50 mln poronionych obywateli. Tyle trzeba by przeprowadzić śledztw i opinii sądowo-medycznych. Gdyby przyjąć, że tylko 10% z tych najmniej inteligentnych kobiet (np. ociężałych umysłowo, chorych psychicznie etc.) istotnie utraciłoby ciążę wskutek własnych zaniedbań, to i tak mielibyśmy minimum pół miliona kobiet rocznie w więzieniach, w stosunku do ok. 50 tys. ogółu więźniów w Polsce rocznie przebywających obecnie w zakładach karnych. Wiążą się z tym duże nakłady finansowe. Ponieważ większość embrionów traci swój żywot z powodu wad genetycznych, trzeba by takie badania przeprowadzić, ich koszt to minimum ok. 500 zł za badanie, co przy 5 mln badań daje niebagatelną kwotę 2,5 mld zł. Utrzymanie pół miliona więźniarek kosztować będzie co najmniej 20 mld zł.

Ponieważ miażdżąca większość środków antykoncepcyjnych nie pozwala na zagnieżdżanie się zapłodnionego jaja (człowieka) w ścianie macicy, a więc skutkuje jego morderstwem, to siłą rzeczy środki te musiałyby zostać zdelegalizowane. Dotyczy to nie tylko pigułek "dzień po", ale i spiralek, globulek, wkładek domacicznych, kapturków etc. Ktokolwiek próbowałby kupić takie środki w Polsce lub za granicą i sprowadzić do kraju musiałby być traktowany jako przestępca planujący morderstwo. Dotyczy to również importerów i aptekarzy sprzedających takie środki jako współsprawców mordu.

Widzimy więc, że jeśli uznajemy, że utrata embrionów w naturalnym procesie prokreacji jest ekwiwalentna do śmierci niemowlęcia, wtedy ciąże muszą być uznzane jako wielki kryzys prawny oraz zdrowia publicznego w skali epidemii. Skala zjawiska utraty życia byłaby nieporównywalnie większa, niż w przypadku aborcji, zapłodnienia in vitro oraz badań nad komórkami macierzystym razem wziętych.

A może chodzi o prawo naturalne?

W jednym z programów telewizyjnych pan Marian Piłka, aktywista pro-life, argumentował, że ochrona życia od poczęcia nie jest sprawą ideologii, wiary, ale kwestią tzw. praw naturalnych. Problem w tym, że koncept prawa naturalnego jest pogańskiego pochodzenia i sięga filozofii Hippiasza (V w.pne) i Antyfonta. W Biblii tylko dwa razy kwestia grzechu przeciwko naturze pojawia się w kontekście moralności, ale tylko raz jest jednoznacznie określona i dotyczy stosunków homoseksualnych (Rz 1,26). Kościół katolicki przez stulecia modyfikował i dokładał do filozofii prawa naturalnego swoje koncepty. W kwestii aborcji również zmienił stanowisko. Od niepamiętnych czasów inna (znacznie łagodniejsza) była sankcja za spędzenie płodu do 30 lub 40 dnia, a inna po tym dniu ciąży. Sprawy te opisywały choćby tzw. księgi pokutne. Na przykład Teodor, arcybiskup Canterbury, wydał ok. 690 r. taką księgę, która uznawała embrion do 40 dnia za byt tzw. nieanimowany (bez duszy, bo od łac. anima czyli dusza). Księga ta przewidywała za usunięcie ciąży krótszej niż 40 dni jeden rok pokuty, za ciążę dłuższą - 7 lat pokuty, podobnie jak za umyślne zabójstwo. Ciekawe są sankcje w tym kontekście za nieadekwatne zachowania seksualne. Księga ta przewidywała za stosunek oralno-genitalny - od 7 lat do dożywotnej pokuty, a księga Egberta przewidywała za systematyczne odchodzenie od dozwolonej pozycji (np. gdy kobieta była na mężczyźnie) trzy lata pokuty. Widzimy więc, że pewne akty seksualne były surowiej traktowane, niż aborcja. Wielki teolog i Doktor Kościoła katolickiego św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) w swej Summie Teologicznej utrzymywał, że płód żeński staje się człowiekiem po 60 dniach, a męski po 30 dniach ciąży. Od 1140 roku w kościele katolickim obowiązywał Kodeks Kanoniczny Gracjana, w którym aborcję płodu do 30 dnia nie uznawano za zabójstwo. Już wcześniej zaś prześladowano jako heretyków tych, którzy twierdzili, że dusza ludzka jest w ciele od poczęcia (np. Tertulian). I ten stan moralno-prawny trwał do 1869 roku, gdy ówczesny papież Pius IX wydał konstytucję, w której uznano embrion za człowieka, a spędzenie płodu w dowolnym momencie za morderstwo.

Dostrzegamy więc, że owo prawo naturalne, czy jak teraz usiłuje się wmówić, prawo boże, ulegało zmianom. Nota bene, zadziwiające jest, że owa granica 30 lub 40 dni ciąży, jako moment powstania człowieka według tradycji, jest zbieżna z przedstawioną wcześniej przeze mnie analizą biblijną, uwzględniającą współczesną wiedzę medyczną. Paradoksalnie więc moje stanowisko jest bardziej ortodoksyjne i zbiężne z nauczaniem wczesnego kościoła, niż stanowisko współczesnego kościoła. Wygląda na to, że kościół sam podeptał i wywrócił swą Świętą Tradycję.

I tutaj pojawia się argumentacja, że to Magisterium Kościoła, tzn. papież i jego biskupi, decydują o tym, czym jest owa tradycja, jak interpretować prawidłowo tradycję i biblię. Na uzasadnienie tej tezy przytacza się m.in. takie wersety biblijne:

1 Jn 4:6 "My jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu."

Mt 18:18 "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie."

Odnośnie pierwszego wersetu. Apostołowie nigdy nie wymagali od wierzących bezmyślnego, ślepego posłuszeństwa apostołom, co widać choćby na takich przykładach:

Ga 1:8 "Ale gdybyśmy nawet my [czyli apostołowie] lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty!"

Flp 3:15 "Wszyscy więc my, doskonali, tak to odczuwajmy: a jeśli odczuwacie coś inaczej, i to Bóg wam objawi."

Dz 17:11 "Ci byli szlachetniejsi od Tesaloniczan, przyjęli naukę z całą gorliwością i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest."

Co więc tu widzimy? Że wierzący badali, weryfikowali nauczanie samych apostołów i takież było oczekiwanie samych apostołów, by badać to co mówią, czy jest zgodne z pierwotnym przesłaniem. Jeśli ktoś odczuwał coś inaczej, to nie był wyrzucany precz, ale czekano, aż Bóg mu objawi swą wolę.

I druga kwestia - uprawnienie biskupów do modyfikacji czy tworzenia przykazań. Kościoły protestanckie nie interpretują tego wersetu w taki sposób. Również kościoły prawosławne, założone przecież przez apostołów, nie podzielają tego katolickiego stanowiska. Ale załóżmy, że i prawosławni, i protestanci się mylą. Pytanie jest zasadnicze: dlaczego katoliccy biskupi, mając taką władzę, przez całe stulecia zaostrzali prawo, czyli związywali w niebie i na ziemi, niż rozwiązywali? Widać to na przykładzie etyki seksualnej czy właśnie kwestii aborcji. Argument, że biskupi nie mogą rozwiązać czy modyfikować bożego przykazania jest felerny, ponieważ w przeszłości już to zrobili i to wiele razy. Księża i biskupi katoliccy są "programowo" bezżenni i zasadniczo problemy związane z pożyciem seksualnym, ciążą, połogiem i wychowaniem potomstwa, zarabianiem, bezrobociem ich nie dotyczą, ale jednocześnie chętnie mnożą różne regulacje, ciężary, których sami nie będą ponosić i nie mają ochoty na osobiste ponoszenie odpowiedzialności materialnej, prawnej, moralnej i duchowej swoich doktryn. Czy ktoś słyszał, aby ksiądz lub biskup z własnej osobistej kieszeni, a nie pieniążków parafian, utrzymywał samotną kobietę z dzieckiem nienarodzonym lub narodzonym? Wcześniejsze pytanie jest więc jak najbardziej zasadne a tu można postawić drugie pytanie: czy ciągle zaostrza prawo ktoś pełen Ducha Świętego i bożej łaski?

Demokracja czy klerokracja?

Na sam koniec spróbujemy zastanowić się, na ile duże poparcie mają postulaty całkowitego zakazu aborcji z jednej strony, a całkowitej liberalizacji z drugiej strony. W dniach od 2 do 9 marca 2016 r. CBOS zapytał respondentów o stosunek do przerywania ciąży. Wynika z nich, że choć dwie trzecie zgadza się z opinią, iż "zawsze i niezależnie od okoliczności ludzkie życie powinno być chronione od poczęcie do naturalnej śmierci" to jednoceśnie tylo 6% popoiera całkowitą liberalizację, a 8% całkowity zakaz aborcji w prawie. 80% respondentów dopuszcza przerwanie ciąży w sytuacji zagrożenia życia matki (11% jest przeciwna). 73% - gdy ciąża jest skutkiem gwałtu lub kazirodztwa (16% przeciw) oraz 71% popiera aborcję w przypadku zagrożenia zdrowia matki (18% przeciw). 30% respondentów była przeciwna aborcji w sytuacji gdy płód jest uszkodzony (53% za), od 13 do 14% respondentów poparło aborcję w sytuacji gdy kobieta znajduje się w ciężkiej sytuacji materialnej, osobistej lub nie chce mieć dzieci (3/4 respondentów było przeciwnych). Jeśli jest prawdą, że w Polsce deklaruje się jako chrześcijanie przeszło 90% ludności, to oznacza, iż nauczanie kościołów w tej materii idzie w próżnię. Ludzie mają własną etykę w tym zakresie i wydaje się być ona nie podatna na pouczenia herarchii. Inne badania CBOS z 2013 roku ujawniły, że 28% kobiet uczęszczających regularnie kilka razy w tygodniu na praktyki religijne dokonało aborcji, podczas gdy tylko 18% kobiet całkowicie niereligijnych dokonało zabiegu.

Jeśli byśmy przyjęli, że tylko ci, którzy popierają całkowity zakaz aborcji i stosują się do tej doktryny mają prawo nazywać się chrześcijanami, to wtedy stajemy przed prostym faktem - chrześcijanie stanowią znikomą mniejszość w polskim społeczeństwie. Podobnie z resztą, jak ateistyczni zwolennicy aborcji na życzenie. W tych warunkach pojawia się słuszne pytanie, czy te grupy marginalne mają prawo podpalać kraj, by zaimplementowąć w prawie państwowym swoje pomysły? Gdyby grupy te szanowały demokrację, to działałyby na rzecz pozyskania dla swoich postulatów zwolenników. Uzyskując większość mogłyby wtedy zaimplementować oczekiwane rozwiązania w prawie. Problem w tym, że te grupy nie chcą poddać się wyrokowi demokracji. Szukają trików prawnych i esktremalnych grup politycznych, które będąc u władzy przeforsują "jak walec" wolę mniejszości.

W historii świata w zasadzie tylko państwa autorytarne lub totalitarne zabraniały całkowicie aborcji. W nowszej historii przykładem są faszystowskie Niemcy (kara śmierci za aborcję dla aryjskich Niemek od 1943 r.) czy państwa Ameryki Łacińskiej (np. Salwador - kary 40 lat więzienia za samoistne poronienie). W Polsce międzywojennej, w której katolicyzm miał status religii państwowej (art.114 Konstytucji z 1921 roku), w 1932 roku wydano Kodeks Karny, który w art. 233 stanowił, że nie uznawano za przestępstwo przerwanie ciąży jeśli dokonane zostało przez lekarza w sytuacji, gdy:

a) zabieg był konieczny z uwagi na zagrożenie zdrowia kobiety
b) gdy ciąża była wynikiem przestępstwa z art. 203-206, czyli pożycia seksualnego z osobą poniżej 15 rż lub osobą zniedolną do rozpoznania znaczenia czynu, w wyniku przemocy, podstępu, groźby, przez nadużycie stosunku zalezności lub wyzyskanie trudnego położenia, kazirodztwa

Czytelnik może potwierdzić te informacje przez sejmowy internetowy wykaz aktów prawnych dostępny pod tym adresem: isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19320600571. Prawo prlowskie z 1956 roku dodało do tego zestawu trudną sytuację bytową kobiety. Ustawa z 1993 roku była jedną z najostrzejszych regulacji od dwóch wieków na ziemiach polskich.

Czy więc ta garstka zwolenników całkowitego zakazu powinna podpalać kraj i narzucać znienawidzone przez większość prawo? Pomijam już tutaj w tym momencie tą kwestię wątpliwego uzasadnienia biblijnego. Załóżmy jednak, że ja się myle, a oni mają rację. Według słów apostoła: 1 Kor 1:18 "Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia."

Oznacza to, że moralność chrześcijańska nie jest ceniona przez świat (niewierzących). Są to jakby perły rzucone pod wieprze.

Mt 7:6 "Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały."

Chrześcijanie w Cesarstwie Rzymskim również byli w mniejszości i nie walczyli o narzucenie wszystkim swoich wartości. Słowa Chrystusa można odebrać jako dobrą radę, a nie przykazanie. Mamy w nich ostrzeżenie, że narzucanie moralności niewierzącym może skończyć się dla chrzescijan tragicznie. Droga wiedzie inną ścieżką. Najpierw głoszenie ewangelii (nowiny o życiu wiecznym i zbawieniu), nawrócenie niewierzącego, a dopiero potem implementacja moralności.

Na sam koniec, pozwolę sobie na takie spostrzeżenie, że współczesne prawo karne, karanie więzieniem za niemal wszystkie przestępstwa i zapobieganie przestępstwom przez straszenie więzieniem jest niezgodne z duchem Biblii. Prawo takie obraca w ruinę życie więźnia, który po nawet krótkim wyroku (rok czasu) wychodzi z więzienia. Więzień traci bowiem swe kwalifikacje zawodowe (np. lekarze), traci mieszkanie (nieopłacone czynsze), traci zatrudnienie, a często i rodzinę. W takich warunkach powrót na łono społeczeństwa jest praktycznie niemożliwy. Nie ma to nic wspólnego z duchem Ojca miłosiernego, który z otwartymi ramionami przyjmuje syna marnotrawnego. Jądrem ewangelii jest wybaczanie i to nie siedem razy, ale siedemdziesiąt siedem (Mt 18,21-22, czyli bardzo dużo), dziwiganie cudzego krzyża (problemów i grzechów) a nie ciąganie grzeszników po sądach.

Słowo podsumowania

"Cztery bywają rodzaje tych, którzy siedzą przed mędrcami: gąbka i lejek, filtr i sito. Gąbka, bo nasiąka wszystkim. Lejek, bo co weń wleją, to wychodi. Filtr, bo przepuszcza wino, a zostawia osad. A sito, bo odsiewa grubą mąkę, a zostawia najprzedniejszą."
Awot 5,18

Mimo, że tekst jest bardzo obszerny, to i tak nie ujmuje on wielu aspektów zagadnienia, które tylko w sumie "liznęliśmy". Powinno to czytelnikowi uświadomić, jak złożoną materią jest kwestia ochrony życia od poczęcia. Wszelkie proste, wręcz prostackie, rozwiązania, czarno-białe widzenie świata, tutaj się nie sprawdzają. Prowadzą one jedynie do jątrzących sporów, wojen na słowa, cierpienia, a czasami i przelewu krwi. I to wszystko w imię doktryny zbudowanej na jednym wyrazie "brefos". Czas najwyższy, aby ktoś powiedział głośno, że "król jest nagi".

Data publikacji: 20.04.2016
Musisz być zalogowany przez FB, aby dodać komentarz

Polub ten artykuł przez FB
Polub całą witrynę przez FB